środa, 21 października 2015

Jak "marnować" głos to w dobrym towarzystwie

Po obejrzanej wczoraj debacie nie zamierzam głosować na:

  • PO i Ewę Kopacz - bo już wystarczy "zmian" na lepsze i "sukcesów". Bo już wystarczy straszenia PiSem z  2006 roku. Bo nie mają nic ciekawego do zaproponowania, albo brakuje im czasu (sic!) żeby o tym powiedzieć...
  • PiS i Beatę Szydło - bo pełne "konkretów" mowy to tylko okrągłe słowa i puste (albo kosztowne) obietnice. Z tylnego siedzenia sytuacją zarządza Jarosław Kaczyński, a wszyscy w PiSie udają, że go nie ma. Bo trzęsą się im ręce na myśl o pełni władzy i dlatego są dużo gorsi niż w 2006 roku...
  • PSL - bo jeśli to ma być nowoczesna partia (jak powiedział Piechociński) to ja nie tak sobie wyobrażam nowoczesność. Nie widzę żeby zależało im na jakiejkolwiek zmianie. A w Polsce zmiana jest potrzebna...
  • SLD (vel ZLew.) - bo Barbara Nowacka to pudrowany Leszek Miller. Kiedyś obiecałem sobie, że na postkomunistów nie zagłosuję nigdy...

I tu kończą się i jednocześnie zaczynają problemy...
Kończą - bo wiem, że żadna z dużych/starych partii nie zasługuje dziś na mój głos i go nie dostanie.
A zaczynają się bo:

  • KORWIN - wszystko co mówią jest takie proste i fajne... Nie będzie podatków, nie bedzie urzędników, nie będzie Unii (a przynajmniej nas w niej nie będzie), zapanuje wolność... Ale może Polacy nie potrafią żyć tak wolni jakby to widział JKM? Może nie są wystarczająco mądrzy, świadomi, przewidujący i przedsiębiorczy... Może potrzebują Państwa, które zadba o swych obywateli uczciwie i nie zostawi ich samych z pytaniem "Jak żyć?" No i straszą nas muzułmanami, a budować na strachu trudno. Wiem, że to polityczna gra, dlatego duży znak zapytania (?)
  • KUKIZ'15 - dobre wrażenie robi się raz (to było gdzieś na wiosnę), a podczas debaty Paweł Kukiz był nieprzygotowany. Przyznawał rację to jednemu, to drugiemu i jakby sam o swojej "strategii" zapomniał opowiedzieć. Do tego pokłócił się z prowadzącymi debatę dziennikarzami. Fatalnie! Jestem gorącym zwolennikiem JOWów, odebrania władzy partiom i oddania jej w ręce obywateli, ale jakoś nie mam zaufania do tych "obywateli", których zebrał Paweł. Za dużo radykalizmu i pytań bez odpowiedzi... (?)
  • NOWOCZESNA - właściwie nie wiem kim oni są i czego chcą. W głowie została mi po debacie stawka podatków CIT, PIT i VAT: 16%. I nic więcej... Ryszard Petru jest dla mnie o tyle politycznym liderem co celebrytą, którego znałem jeszcze przed mariażem z polityką. Coś mi zawsze mówiło, że jego ekonomiczne analizy to jakiś lobbing... ale za kim i czym... (?)
  • RAZEM - była znakiem zapytania. Tak jak o innych potrafiłem coś powiedzieć, określić postulaty i krąg sympatyków, tak z nimi miałem kłopot. I chyba nie tylko ja... Wiedziałem, że to całkowicie oddolny, obywatelski i społecznikowski ruch. Ludzie, którzy nie byli w dużej polityce a działali w stowarzyszeniach. Lewicowcy. Bez lidera celebryty, a może nawet bez cwaniaków? 
Debata coś mi jednak dała. W wystąpieniach Adrian Zandberg z RAZEM był merytoryczny. Na tle pozostałych momentami wypadał błyskotliwie. W głowie zostały mi postulaty uszczelnienia systemu podatkowego w kontekście wyprowadzania z Polski przez korporacje ogromu pieniędzy (z tytułu niepłaconego podatku CIT). Pozwoliłoby to na wzmocnienie gospodarki, likwidację dziury budżetowej i wzmocnienie małej przedsiębiorczości. Pozostał mi w głowie postulat współpracy i solidarności w ramach Unii Europejskiej. Kropką nad i była postawa chęci odpowiedzialnej pomocy uchodźcom i sprzeciw dla robienia kampanii wyborczej na strachu i nienawiści wobec osób szukających lepszego życia. W tym jest odwaga i świeżość. Konkretów było więcej - tu więcej o programie. Tego wieczora oni przekonywali najskuteczniej.

***
Ciekawostka! Sprawdziłem jakim poparciem na FB cieszą się partie, ilu moich znajomych i kto konkretnie je lubi. Oto wyniki:

NAZWA PARTII - ilu ma fanów, ilu moich znajomych lubi, procent znajomych wśród fanów
KORWIN - 163 tys. fanów, 40 znajomych lubi, 0,02% fanów to moi znajomi
KUKIZ'15 - 151 tys., 44 os., 0,03%
PiS - 113 tys., 26 os., 0,02%
PO - 75 tys., 30 os., 0,04% 
NOWOCZESNA - 63 tys., 20 os., 0,03%
RAZEM - 32 tys., 29 os., 0,09%
ZLew - 12,5 tys., 0 osób, 0% (nikt ze znajomych nie lubi postkomunistów)
PSL - 11 tys., 9 osób, 0,08% (Podlasie PSLem stoi)

Wśród "fanów" partii RAZEM, a moich znajomych, nie znalazłem osób przypadkowych. Zaangażowani społecznie, aktywiści, osoby świadome, robiące swoje i mające własne zdanie.
Zatem jeśli marnować głos to może chociaż w dobrym towarzystwie?

wtorek, 29 września 2015

Cuda, cuda ogłaszają

Znamy wyniki plebiscytu National Geographic (dalej NG). Nowym cudem Polski został nasz XVIII-wieczny, barokowy pałac Potockich. Cudownie! Ilość osób zaangażowanych w głosowanie: tych z Radzynia i radzynian rozsianych po świecie, poziom ich lokalnego patriotyzmu zachwycają. Z taką armią zwycięstwo było chyba formalnością.


Fot. Karol Miłosz. Fotografia jest jedną z zamieszczonych
na pierwszej stronie promującej konkurs.
Spirala ruszyła 19 czerwca. Mieszkająca w dalekim Koszalinie radzynianka zaprosiła do głosowania swych znajomych, ci następnych, a oni kolejnych. To był początek z przytupem. Radzyń uzyskał przewagę, której do końca nie stracił. Na stronie wydarzenia ludzie zaczęli umieszczać swoje zdjęcia pałacu. W 2 dni pojawiło się ich kilkadziesiąt. Do tego wzajemny doping, sąsiedzka atmosfera i szereg wspomnień z Radzynia. Do głosowania zaproszono łącznie 7 tysięcy osób!
21 czerwca Robert Mazurek stworzył drugą stronę promującą konkurs. Na siebie wziął motywowanie do codziennego głosowania. Sobie przypisał zainteresowanie pałacem magazynu NG, udzielał wywiadów, informował lokalne media i powoli zawłaszczał konkurs. Nie sposób odmówić mu skuteczności. Przez trzy miesiące stronę polubiło ponad 2500 osób, a zdjęcia z pałacem, "pożyczane" z całego Internetu, pojawiały się tam codziennie. Brawo Robert! Gdyby wybory parlamentarne trwały trzy miesiące, a wyborcy mogli oddawać jeden głos dziennie, już dziś mógłbyś wybierać w której z pałacowych komnat urządzisz poselskie biuro. Ale to nie takie proste.
Za udziałem Radzynia w konkursie NG stoi Powiat Radzyński i Radzyńska Kraina Serdeczności. Jej strona internetowa zachęciła wydawców, którzy skontaktowali się z Punktem Informacji Turystycznej sygnalizując chęć umieszczenia pałacu w plebiscycie. Dziś kontaktują się znów prosząc o fotografie wnętrz...
I tu zaczynają się "schody". Co wysłać - zdjęcia historyczne, czy obecne? Co teraz, kiedy już pałac cudem jest i basta?! Plany jego zagospodarowania - cuda na kiju. Pieniądze na remont - cuda niewidy. Tylko opisy w reżimowej gazetce "Radzyń" - cud miód.

czwartek, 17 września 2015

Lekcja przedsiębiorczości

Pracując w szkole człowiek obserwuje różne sytuacje. Znają Państwo jakiegoś nauczyciela? Z pewnością potwierdzi. Ja widziałem na przykład dzieci jedzące cukier. Kupowały go w sklepiku w kolorowych woreczkach i wsypywały wprost do buzi. Innym razem widziałem bezpłatne jabłka, które szkoła dostała z banku żywności. Chętnych do ich jedzenia nie było wielu. Za to chipsów, batonów i słodkich napojów młodzież pochłaniała bez liku. Wszystko zdaje się jednak mieć granice (poza obwodem pasa). 1 września w szkołach zakazano sprzedaży "śmieciowego" jedzenia. Szkolny handel umarł, bo okazało się, że osoby prowadzące sklepiki niczego innego sprzedawać nie potrafią.
***
Kilka dni temu spotkałem czterech chłopców, których kiedyś miałem okazję uczyć. Świeżo upieczeni gimnazjaliści: Adrian, Hubert, Michał i Paweł. Wymyślili, że dzięki pomocy kogoś dorosłego otworzą w szkole własny sklepik, w którym będą sprzedawać owoce, naturalne soki, kanapki i zdrowe przekąski. Wzięli sprawy we własne ręce, zachwycili mnie swym pomysłem i  entuzjazmem. Zamyśliłem się... Przypomniałem sobie ósmą klasę. Zazdrościłem wtedy koleżankom, które na przerwach, zdobywały pierwsze doświadczenia młodych ekspedientek w sklepiku, który prowadził wuefista.
***
Kiedy wróciłem do rzeczywistości spojrzałem na chłopaków i czułem już się jak to się skończy. Krótko wyjaśniłem co to biznesplan i poprosiłem o telefon kiedy go przemyślą i porozmawiają z kimś w szkole o swoim pomyśle. Nie myliłem się. Minęło kilka dni i chłopcy poddali się na starcie. Okazało się, że w szkole przyjdzie im płacić czynsz, a poza tym "na pewno ktoś ich okradnie i w sumie to powinni zająć się nauką". W domu jeden z ojców "roztropnie" zadeklarował, że da młodemu stówkę jeśli ten da sobie z pomysłem spokój...
To się nazywa "lekcja przedsiębiorczości". Pozostaje tylko mieć nadzieję, że młodzi szybko o niej zapomną.

Ojej! A w Legionowie uczniów nie okradli...
http://www.zsp2.legionowo.pl/gimnazjum/sklepik_szkolny

poniedziałek, 14 września 2015

Do Potęgi

Łączy nas dwóch potęga! I nie chodzi o potęgę doświadczenia, siły fizycznej czy wykształcenia. Potęga nazwisk! Albo inaczej - imię do kwadratu. To mnie właśnie łączy z Przewodniczącym radzyńskiej Rady Miasta. On Adam Adamski a ja Jakub Jakubowski. Coś pewnie nas jeszcze łączy, ale na pewno nie jest to odwaga w mówieniu co boli, wprost do osoby ból czyniącej. Przewodniczący woli przy wszystkich, ale pod nieobecność głównego zainteresowanego. Tak się stało w końcówce ostatniej sesji, z której musiałem się urwać by jechać do szpitala. Przykro mi tym bardziej, że konieczność wyjścia zgłaszałem u niego samego. Nie powstrzymało go to od wycieczki w moim kierunku, kiedy już z sesji wyszedłem. Przykro do kwadratu, bo o wywodzie wygłoszonym za moimi plecami, dowiedziałem się przypadkiem, słuchając nagrania z tejże końcówki obrad.
Przykro do sześcianu, bo nawiązał do rzeczy sprzed wielu miesięcy, jakby celowo czekając na moment, kiedy mnie na forum zabraknie. Czy chodziło o to, żebym nie mógł nic powiedzieć?
Panie Przewodniczący! Rozumiem, że mogą się Panu niektóre moje felietony nie podobać. W końcu firmuje Pan aktualne zarządzanie naszym miasteczkiem, którego nieudolności czasem tu opisuję. Rozumiem też, że może Pan nie pamiętać czym charakteryzuje się gatunek felietonu. O tym uczyli w klasie maturalnej. Można było mnie zapytać o co chodziło z tymi Murzynami i gadzinówką... bezpośrednio.
Na koniec cytat z Pana, Panie Przewodniczący. Tymi słowami podsumował Pan Radną Bożenę Lecyk, sztorcując ją po pytaniach o budżet, zadawanych przez nią - de facto - w stosownym miejscu i czasie. Wygłosił Pan te słowa na chwilę przed tyradą o moich felietonach.  
- Sesje są od tego, aby zadawać pytania, ale mnóstwo rzeczy można wyjaśnić bardziej szczegółowo. Bezpośrednio... Chyba, że chodzi o to aby zaistnieć? 
Więc teraz jak to jest Panie Przewodniczący? Robiąc mi koło pióra chciał Pan coś wyjaśnić, czy zaistnieć?

A co!

środa, 26 sierpnia 2015

Koncert życzeń w sali balowej

Z niecierpliwością i ciekawością czekałem na to co urodzi doradcze ciało Burmistrza, czyli zespół ds. zagospodarowania pałacu Potockich pod wodzą Roberta Mazurka. Zastanawiałem się co to za ciało będzie i jaki rodzaj gimnastyki przyjdzie mu uprawiać. W spotkaniu udało mi się wziąć udział, i to mimo rajdu terenowego, który zafundował przewodniczący. W ostatniej chwili zmienił on bowiem miejsce zapowiadanego zebrania. Może właśnie dlatego zabrakło na nim wielu przedstawicieli mediów?
Na szczęście nie zabrakło zainteresowanych partycypacją w decyzjach dotyczących przyszłości pałacu. Ich ilością i przebiegiem dyskusji Robert Mazurek był wręcz zaskoczony. Po obchodzie pałacowych komnat uczestnicy zasiedli w kręgu i rozpoczął się koncert życzeń. Moim zdaniem na spotkanie wyraźnie zabrakło pomysłu. Gdyby taki był, osoby uczestniczące w zebraniu wychodziłyby z przekonaniem, że coś udało się wypracować. A tak dostaliśmy jedynie sygnał, że kolejna narada będzie w węższym gronie, a ustalenia poznamy za miesiąc lub za dwa. Dobrze, że Burmistrz w porę szepnął, że grona zawężać nie należy.

Moja propozycja: na kolejnym spotkaniu ćwiczymy barokowe tańce.
Słysząc te zapowiedzi ja również zdecydowałem się złożyć pałacowi życzenia od siebie. Pomyślałem bowiem, że kolejnej okazji może nie być. Życzę więc pałacowi, żeby podejmowane w nim działania były śmiałe i nowoczesne. Tylko takie przyciągną zainteresowanie - mediów, turystów i inwestorów. Tylko takie pobudzą nasze miasto i gospodarkę.
Zespołowi życzę zaś, żeby (choć tylko doradczym) był ciałem z krwi i kości. Z pomysłem na siebie, siłą i energią. Nie życzę mu zaś, żeby stał się listkiem figowym pod którym kryć się będą nieporadne działania władz.

wtorek, 18 sierpnia 2015

O, święta naiwności!


Kiedy jeden z felietonów tytułowałem "Co po Grocie?", nie sądziłem że dostanę tak szybką i konkretną odpowiedź. Pismo "Radzyń". Oto na miejsce dwutygodnika o 18-letniej historii, który ponoć nie był konkurencyjny i którego formuła się wyczerpała dostaliśmy tygodnik. Rzecz jasna konkurencyjny, o jasnej, celnej i niewyczerpalnej formule. Co na to rada starszych?
Tak sobie wyobrażam
jedną z kolejnych okładek.
Wujku Adamie! Pamiętam jeden z Wujka felietonów. Ten o przedwyborczym lansie Starosty na okładkach Grota. Sugestia, żeby się nie silić na co drugą, a puszczać podobizny na każdej okładce, bardzo mnie wtedy rozbawiła. Dziś śmieję się czytając drugi wywiad z Burmistrzem, w drugim z kolei numerze nowej gazety. A Wujek?
Pamiętam też felieton Wujka Darka, w którym likwidację Grota nazwał "piękną katastrofą". Twierdził w nim, że można się cieszyć, bo nie będzie więcej "agitki na rzecz rządzących". Wujku, jak zatem nazwać tę nową gazetkę Burmistrza? Kiedy w historii przychodziła nowa władza, likwidowała wydawane pismo i w jego miejsce tworzyła nowe, mającą rozpowszechniać propagandę, to jak ludzie nazywali taką gazetę? Gadzinówka? Chyba jakoś tak.

***
A nie można było tak po prostu: zrestrukturyzować Ośrodek Kultury a Grota zmienić w biuletyn informacyjny wydawany w urzędzie? Obeszło by się bez zabiegów, tłumaczeń, półprawd, kłamstw i pustych obietnic. Pijar Burmistrza to nie kultura na którą miały pójść oszczędności po likwidacji Grota. Coraz więcej ludzi czuje, że ktoś tu ich ma za baranów!

czwartek, 30 lipca 2015

Polityka psuje lokalną rzeczywistość

W najnowszym numerze Wspólnoty z 28 lipca 2015 roku znajdziecie rozmowę na którą namówił mnie Tomek Nieśpiał, redaktor naczelny tygodnika. Jak sam to określił jest to rozmowa 30-latków, o 30-latkach i dla (choć nie tylko) 30-latków. Wyszło w największej mierze o życiu w małym miasteczku... Jeśli macie ochotę przeczytać to zapraszam do Wspólnoty (wciąż w sklepach) lub na podlasiesiedzieje.pl, gdzie zmieniono tytuł. Rozmowa ta sama :)

środa, 22 lipca 2015

Głupi czy turysta?

Pewne rzeczy dzieją się seriami. Wydarzenia sobie podobne i mające jakiś związek czasem się kumulują. Jakby wszechświat chciał nam coś powiedzieć: zaprowadzić w nowym kierunku albo potwierdzić słuszność tego już obranego.
***
Pewien radzynianin przysłał mi maila. Pytał o zdanie na temat oznakowania obiektów w mieście z myślą o przyjezdnych. Chodziło mu o system komunikacji, znaki kierunkowe, tablice, informacje jak daleko do biblioteki, kościoła i publicznej toalety.
Pomyślałem najpierw, że w obliczu aktualnych działań burmistrza i radnych PiS, praca nad takim systemem nie ma sensu. Sensu nabierze, kiedy rozwój miasta oprzemy o turystykę i kulturę. Potem zdarzyło się spotkanie w kawiarni...
Propozycja systemu informacji przestrzennej
dla Radzyńskiej Krainy Serdeczności
***
Turystów w Radzyniu łatwo rozpoznać. Rzucają się w oczy. Wyróżniają uniesionymi głowami, szerokimi spojrzeniami i fotoaparatami. Czasem karnacją, innym razem strojem, fryzurą lub po prostu pogodną, uśmiechniętą twarzą. - Głupi czy turysta? - pytają, widząc takiego, niektórzy smutni tubylcy.
Rodzina z Bytomia była dość typowa. W Kofi&Ti napili się kawy i kupili pocztówki. Z zaciekawieniem obserwowali przygotowania do koncertu Woytka Golbiaka. Ja z zaciekawieniem przyglądałem się im. - Przepraszam! - zagadnąłem, widząc, że szykują się do wyjścia. - Co państwa sprowadza do Radzynia? - Podróżujemy po miastach wschodniej Polski - usłyszałem w odpowiedzi. - Szkoda, że w Radzyniu nie można wejść do tego pięknego pałacu. No i pana kawiarni za długo szukaliśmy. Dlaczego nie macie żadnych znaków informujących jak gdzie dotrzeć? Wysiada człowiek w centrum miasta i musi prosić o informacje. Wyrywać je mieszkańcom, którzy zaskoczeni nie za bardzo potrafią pomóc. Ale nie tylko w Radzyniu tak jest. Wiele małych miast w ogóle nie dba o turystów. A przecież to dla was zarobek!?
***
Mają rację - pomyślałem. Trzeba myśleć o ludziach z zewnątrz! Tego wieczora na koncercie było nas o jedną osobę więcej. Państwo z Bytomia poszli do hotelu, ale ich córka została czytając książkę i słuchając muzyki.

piątek, 17 lipca 2015

Młodzieżowy król z Albanii

Wczoraj odkryłem (przyznaję to z odpowiednim wstydem), że jestem ostatnią osobą, która nie wie co to Gang Albanii. Obserwowałem w Internecie zdjęcia młodych osób tnących sobie nożami policzki. Zamieszczają zdjęcia człowieka o złotych zębach i białkach oczu wytatuowanych na czarno, który nazywa siebie królem Albanii. Ale do głowy mi nie przyszło, że mógłby to być idol jakiejś większej grupy. Patologia - myślałem... Ale tylko do wczoraj.

Oryginalny "Król Albanii" z filmu
"Przyjęcie na 10 osób + 3", rok 1973.
Wczoraj zrobiłem mały test. Zapytałem dwie pierwsze napotkane gimnazjalistki (na oko miały po 13 lat) czy znają Gang Albanii. Zaskoczone i zmieszane przyznały, że znają. Chwilę później zapytałem o to samo napotkaną panią w średnim wieku. Zaprzeczyła... Może więc niech i Państwo zapytają swoje dzieci, czy na dyskotekach, albo na spacerach z koleżankami nie podśpiewują słów ich piosenek. Bo coś mi się zdaje, że jednak nie jestem ostatnim, który ich nie znał. Może do zainteresowania się tym co na słuchawki smartfona wrzucają małoletni zachęcą Państwa strofy pieśni:
Wjeżdża tu za nami dzika ku*wa z szampanem
Wchodzę w ten sztos, nie mów jak mam żyć
Idziemy się naje*ać i obić komuś ryj
Śmieje się król i błyszczą mu się kły

(Gang Albanii – Narkotykowy odlot)

Podoba się?
Inne pieśni są mocniejsze. Chciałem oszczędzić zgorszenia.
Ale żeby nie było, że wół cielaka nie pamięta. 20 lat temu też byli artyści, którzy w równie mało wyszukany sposób szokowali. Nagły Atak Spawacza czy Liroy to klasyczne przykłady. Jednak, żeby ich posłuchać trzeba było muzykę przegrać z przegrywanej kasety kolegi. Dziś nikt nie słucha kaset ani płyt. Gang Albanii ma jednak ponad 50 milionów wyświetleń. W Interncie! Dzisiaj dzieciaki mają tam wszystko na wyciągnięcie ręki. Mądrość i piękno ale też patologię i syf. Zgadnijcie co pcha się po ich uwagę jak chytra baba z Radomia po 3 cytryny? Nie wiecie o czym mówię? Kończcie zatem czytanie Internetu i pogadajcie z dzieckiem. Może Wam wytłumaczy?
***
Władze Kraśnika, w przypływie opieki Matki Boskiej, której kilka miesięcy temu zawierzyły miasto, doprowadziły do odwołania koncertu Gangu Albanii. Czy mocy Jezusa, któremu powierzono Radzyń, wystarczy na odwołanie koncertu tej grupy, który zaplanowano na najbliższy weekend w jednej z podradzyńskich dyskotek?

niedziela, 5 lipca 2015

Pałac na kredyt zaufania

No i stało się! - rzekł redaktor "Panoramy" w TVP Lublin. Radzyń Podlaski stał się właścicielem pałacu Potockich - tysięcy metrów kwadratowych zabytku klasy zerowej, do kapitalnej restauracji i hektarów parku do rewitalizacji. Dobrze się stało!
To nie fotomontaż. To autentyczna fotka
z 4 lipca. Może właśnie tak uda nam się
utrzymać pałac - oblepiając go reklamami?
Można teraz wykorzystać pałac jako dźwignię dla Radzynia. Bo fakt, że mamy w mieście ten pałac, a teraz stajemy się jego właścicielami, to szansa, której nie wolno zmarnować. Sporo wskazuje, że tak się jednak stanie. Burmistrz pakuje nas w sytuację, w której pałac tkwił przez dziesiątki lat. Wprowadzi do pałacu urząd, szkołę i państwową instytucję. Będąc właścicielem miasto poniesie odpowiedzialność za bieżące utrzymanie i remonty. O rozwoju możemy zapomnieć. Wystarczy spojrzeć jak wyglądał "rozwój" przez lata w których "pewnym płatnikiem" był sąd i archiwum. Spójrzmy też na prognozy demograficzne i zastanówmy się ilu znajdzie się chętnych do nauki w szkole muzycznej drugiego stopnia? Kogo przyciągnie do Radzynia pałac z archiwum i szkołą muzyczną?
Nie straszny dla mnie prezydent Duda, premier Szydło, a nawet burmistrz Rębek. Ale zmarnowanie pałacu poprzez upchniecie tam instytucji, których istnienie nie poprawi gospodarki miasta to już powód do pakowania walizek. Za chwilę przekonamy się, że takie wykorzystanie pałacu to strategiczny błąd.
Szkoda, że radzyńskiemu demiurgowi tak łatwo przychodzi wydawanie publicznych pieniędzy. Archiwum, szkołę, dom kultury opłacimy my: podatnicy. W ostateczności mieszkańcy Radzynia sami sfinansują koszty utrzymania pałacu. Z mniej lub bardziej ukrytych podatków. Już dziś rezerwa budżetowa, którą miasto przeznaczyć powinno na wyjątkowej natury potrzeby mieszkańców, usuwanie skutków klęsk żywiołowych, niespodziewanych wypadków czy zagrożeń, trafiła na wkład własny kosztu renowacji pałacowych rzeźb.
Ale nie w tym sęk, żeby tylko krytykować. Pałac jest własnością miasta i trzeba pomóc w znalezieniu na niego najlepszego pomysłu. Takiego do którego nie będziemy musieli dopłacać. Takiego, który przyniesie nam zysk. To możliwe, tylko skąd mogą mieć takie pomysły ludzie, którzy całe życie pracowali na państwowych stołkach, w urzędach, szkołach i instytucjach? Żeby choć chcieli mieć... Niebawem się przekonamy dokąd to wszystko zmierza - ile pieniędzy na pałac pozyska Anna Wasak, jakie pomysły wypracuje zespół Roberta Mazurka i co z tym zrobi Burmistrz. Żeby tylko rozmawianie z ludźmi nie przychodziło im z takim trudem.

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Składam hołd miastu

Spotkałem rankiem chłopaka w koszulce fali "nowego patriotyzmu". - Składam hołd miastu, które mnie wychowało - krzyczał napis z jego t-shirta. On zestresowany dopalał papierosa, czekając na instruktora nauki jazdy. Ja minąłem go przeczytawszy napis i... miałem nawet ochotę zapytać o ten hołd, ale odpuściłem. Nie dowiedziałem się jak dokładnie wygląda jego hołd. Czy to jedynie noszenie koszulki? Czy może to coś więcej? No i dlaczego na koszulce nie ma nazwy tegoż miasta? Nie chciałem chłopaka stresować bardziej niż był. Ale przyznać muszę - sprowokował mnie tą koszulką do przemyśleń.

***
W opublikowanym przez urząd miasta rejestrze umów moją uwagę przykuły dwa reklamowe stojaki, tzw. roll-upy, za ponad 1800 złotych!
Zapytałem o nie Burmistrza, bo znam się na tym, i wiem, że koszt ten jest stanowczo zbyt wysoki. Trzy razy za wysoki! Zapytałem, bo nie kto inny jak Burmistrz deklarował, że wszelkie wydatki dokonywane będą w oparciu o zapytania ofertowe. Wszystko po to, aby ograniczyć nadmierne trwonienie pieniędzy. Nie kto inny jak Burmistrz powtarza też wciąż, że jesteśmy biedni, Radzyń zadłużony, i daleko nam do finansowej płynności. Dowiedziałem się, że stojaki mogły być tanie. Połowę tańsze, albo lepiej. Ale zaprojektował je, jak oznajmił Burmistrz, artysta z Nałęczowa. Do tego zrobił to w części na podstawie zdjęć użyczonych przez radzyńskiego fotografa. Dodajmy, że użyczonych bezpłatnie. Artysta zaprojektował i kasę wziął. A zdaniem Burmistrza kwota 1800 złotych to kwota niewielka. Czy nie warto było poszukać konkurencji w radzyńskich drukarniach i wśród projektantów? Czy to hołd w stronę Nałęczowa? Hołd miastu? Ale zaraz! Nałęczów to majętna gmina! Znacznie mniej zadłużone miasto niż nasz Radzyń.
Może 1800 złotówek w budżecie miasta to ziarenko? Może dla Burmistrza, zarabiającego prawie 12 tysięcy złotych, to suma nie warta uwagi? Szczególnie jeśli wydaje ją z publicznych pieniędzy. Ale dla większości Radzynian - w tym mnie - to kwota bliska miesięcznym zarobkom.
Przykro wciąż słuchać o wszechogarniającej niemocy, biedzie i długach. Jeszcze bardziej przykro, kiedy ten kto o tej biedzie wciąż powtarza, ukradkiem i za publiczne pieniądze robi zakupy "na bogato" i zapomina o oszczędzaniu. Hołdu mieszkańcom i ich pieniądzom brak. Jest mydlenie oczu.

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Trzeba lubić co się ma, czyli co nam skapnie

Na rozpoczynający się właśnie sezon letni, w wielu polskich miastach i miasteczkach, otwarto miejskie plaże. Na brzegach rzek, zalewów, stawów i jezior przygotowano miejsca, w których mieszkańcy i przyjezdni mogą odpocząć i poczuć się jak nad brzegiem Bałtyku. W wielu przypadkach to powrót do dawnych, przedwojennych tradycji. Nad radzyńską Białką plaży nie mamy, zaś czas świetności zalewu zdaniem jednych minął, a według innych dopiero przed nami. Trzeba czekać i w upalne dni lubić co się ma: pływalnię Aqua-Miś, bulwar nad Białką i kurtynę wodną na Placu Wolności vel Skwerze Podróżników.
Przepraszam! Trochę się zapędziłem. Kurtyna była, owszem, ale w tamte wakacje. No i co to była za kurtyna? Raptem strażacki wąż ze zmyślną sikawką na końcu. Tanie to, nie pogłębi zapaści finansowej, o której co chwila słyszymy w mieście. Może więc i w tym roku nam skapnie?

***
Często słyszę ubolewanie, że w Radzyniu brakuje wyższej uczelni. A przecież mamy Uniwersytet Trzeciego Wieku. Właśnie obchodzi dziesięciolecie działalności. Trzeba lubić co się ma i gratulować. Seniorzy robią wiele, aby twórczo spożytkować czas, którego na emeryturze mają więcej. Nie siedzą, nie narzekają, tylko biorą sprawy we własne ręce. Lata doświadczeń życiowych, 10 lat istnienia UTW i fakt, że ponad 28 procent ludzi w Radzyniu to emeryci i renciści, to argumenty za powołaniem rady seniorów. Życzę miastu i UTW aby się udało, tak jak udało się w innych miastach. Byłby to świetny krok pokazujący, że samorząd liczy się z mieszkańcami i potrafi "podzielić się" władzą.

***
Może gdyby seniorzy mieli do powiedzenia więcej i gdyby ich uważniej słuchać, mielibyśmy w Radzyniu plażę. Na przykład taką jak przed wojną. Tak! Przed wojną, w małym prowincjonalnym Radzyniu, też była plaża. Do tego baseny i piękny sportowo-rekreacyjny kompleks. I to w czasach kryzysu lat 30-tych. Niemożliwe? Posłuchajcie tylko swoich dziadków i zajrzyjcie do rodzinnych albumów.

Radzyń, lata 30-te. Widok z plaży na basen, trampolinę i brawurowy skok.
Za płotem rzeka Białka. (fot. facebook.com/staryradzyn)

czwartek, 4 czerwca 2015

Co po Grocie?

Zdobyłem ostatni numer Grota. Smutny numer, z ciemną okładką i bez słowa pożegnania. Pozornie nic w nim końca nie zapowiada, a jednak wszyscy wiedzą, że właśnie nadszedł. Nie sposób polemizować z faktami które stały za złą kondycją w jakiej znajdowała się gazeta. Zbyt wysokie koszty, ograniczenie społecznej i kulturalnej misji pisma, polityczny gorset wynikający z podziałów w radzyńskiej kulturze i innych przestrzeniach miejskiej tkanki - to wszystko wymagało naprawy. Ale żeby tak nagle? Jednym ostrzem gilotyny ściąć dwie głowy i 18 lat dorobku? To jeszcze odwaga, czy już przejaw braku szacunku wobec poprzedników i po prostu wszystkich myślących w inny sposób? Może wystarczyło stworzyć gazecie nowe ramy i wyzwania, które pozwoliłyby poprawić jej stan, wizerunek i ograniczyć koszty? Jak z nieułożonym i krnąbrnym psem, który w zapewnieniach hodowcy miał być przyjacielem rodziny, wiernym i pokornym towarzyszem spacerów, do tego czystym i jedzącym bardzo niewiele. Co zrobić, kiedy okazuje się, że cały czas warczy, śpi na kanapie, śmierdzi i okropnie dużo żre? Wywieźć do lasu, uśpić? A może zatrudnić trenera, który popracuje nad jego ogładą (Paweł Żochowski - nowy dyrektor ROK - mógł nim chyba być?), a samemu zastanowić się jak najlepiej wykorzystać wszystkie atuty jakie posiada? (Niezależnie od tego jak ich mało).
Natura nie lubi próżni. Wszyscy, którzy lubili Grota i jego lepsze strony być może będą jeszcze mieli co czytać. Wróble ćwierkają, że przynajmniej w kilku głowach pojawiły się różne pomysły. Wszystko wskazuje więc na to, że z wielu realnych problemów, jakie gnębiły Grota, diagnoza o wyczerpaniu formuły jest chybiona. Tylko co wypełni tę lukę? Co po Grocie?

czwartek, 21 maja 2015

Czarna książka

Il. Andrzej Krauze
Pożyczyłem czarną książkę, pochwaliłem się i obiecałem recenzję. "Niebezpieczne związki..." Wojciecha Sumlińskiego pożyczył mi znajomy. Niestety, im bliżej II tury prezydenckich wyborów, tym czytać chciało mi się mniej. Skutecznie zniechęcali mnie, do tej i innych "obywatelskich aktywności", kampanie obu kandydatów: obfitujące w irracjonalne obietnice, puste słowa i rozpaczliwe działania. Powyborczego poniedziałku pragnę tak mocno jak wyborcy wcześniejszej emerytury. Ale skoro obiecałem, to słowa muszę dotrzymać. Doczytałem więc i podzielę się tym co wiem (i czego nie wiem też).
  1. Wiem, że ktoś powinien trafić do więzienia. Nie wiem tylko czy główny bohater, czy może autor? Czytając książkę kilka razy odruchowo zaglądałem na koniec, w poszukiwaniu skanów dokumentów lub innych materiałów źródłowych. Nie znalazłem. Mógłbym więc uwierzyć autorowi na słowo, kiwnąć głową i powiedzieć: "coś w tym może być". Dla mnie to jednak mało - podobnie jak autor wolę bazować na źródłach - najlepiej różnych, bo od thrillera politycznego do political fiction tylko krok. Nie rozumiem więc czemu dla wiarygodności w oczach czytelników, których autor chce przekonać (bo przekonani łykają stawiane tezy jak przysłowiowe "młode pelikany") nie pojawiły się "papiery", które podobno autor ma.
  2. Wiem, że opisane w książce sytuacje, domysły i tezy są mocne, przerażające i porażające. Nie wiem jednak dlaczego sztab kontrkandydata jeszcze tego nie wykorzystał? Może to zrobi podczas ostatniej przed wyborami debaty "jeden na jeden"? Spotkanie oglądać będzie co trzeci Polak - doskonała to więc okazja aby zweryfikować co na temat sensacji z książki ma do powiedzenia bohater książki.
    Tylko co będzie znaczyło jeśli pytanie na jej temat nie padnie? Czy tyle, że opisane w książce rzeczy to zbiór konfabulacji nie wartych wykorzystania w kampanii?
  3. Ostatnie co wiem, to że prezentowany w książce obraz ma dwóch głównych bohaterów. Jednym jest najwyższej rangi polityk, drugim autor. Polityk to uosobienie zła. Autor zaś to ktoś na kształt superbohatera, którego mimo zagrożeń "nie imają się kule" i który niemal w pojedynkę ratuje świat od zagłady. Nie wiem tylko co ważniejsze - zatrzymanie złego, czy zbudowanie własnego wizerunku?
Jedno jest pewne - książka potrafi namieszać w głowie. Jeśli więc macie na to ochotę na trzy dni przed wyborami - kupujcie, pożyczajcie i czytajcie. W internecie promocja na e-booki! Może tych siła złego nie wykupi do "ostatniego egzemplarza"?

Tylko co zrobić w niedzielę? Cejrowski chce głosować na żelazko. Mam wrażenie, że nad wieloma poważnymi sprawami i prawdziwymi problemami Polaków jeszcze nikt się w tej kampanii nie pochylił. Straszą nas tylko sobą - jak to politycy. To cholernie męczące. Niech już nastanie poniedziałek!

czwartek, 7 maja 2015

Nie zagłosuję na chłopca z plasteliny!

Ręce, które lepią kandydata na partyjnego prezydenta
Do końca prezydenckiej kampanii zostało 48 godzin. Nie jest mi obojętne kogo wybierzemy, tak jak nie jest mi obojętne jaka czeka nas przyszłość i kto nas reprezentuje.
Nie zmienia to faktu, że nie wiem na kogo głosować! Nie jestem bowiem politykiem i nie czuję związku z żadną partią (tak jak partie nie czują związku z ludźmi - mimo wycierania sobie nimi gęb).

Dzięki wprowadzeniu JOW-ów (jednomandatowych okręgów wyborczych) w wyborach samorządowych 2014 roku zdecydowałem się wystartować do Rady Miasta Radzynia Podlaskiego z niezależnego komitetu LRA. Tylko dzięki JOW-om zdecydowałem się na ten krok i wygrałem! Dlatego jestem ich gorącym zwolennikiem!
Partie, partyjniactwo, przynależność i polityka to zupełnie obce mi rzeczy. Bliskie są mi dobro wspólne, współdziałanie, przyszłość i rozwój - mój, bliskich, mojej małej i dużej Ojczyzny. Dzięki JOW-om odniosłem sukces - zdobyłem mandat radnego. A właściwie to dzięki ludziom, którzy mogli oddać na mnie głos - niezależnie od tego ile procent zdobyła partia i które miałem miejsce na politycznej liście. Teraz chcę się wykazać dla całej społeczności Radzynia. Dlatego próbuję nawiązać mądrą współpracę przy rzeczach dobrych, a negować te, z którymi się nie zgadzam. Gdybym był "partyjny" musiałbym liczyć się głównie z linią partii, jej przywództwem od którego bym zależał. Mieszkańcy byliby na dalszym miejscu.
Właśnie dlatego popieram Pawła Kukiza i jego sztandarowy postulat - JOW! Rozumiem krytykę tej ordynacji wyrażaną przez partyjniaków i polityków, ale głęboko się z nią nie zgadzam. Partie muszą krytykować JOW-y! Mają przy nich mniejszy wpływ na to kto jest wybierany. Realny wpływ odzyskują obywatele! Jeśli wybiorą partie - ich wybór. Jeśli społeczników, aktywistów, aktorów lub sportowców - też dobrze!
I nie przeszkadza mi to, że Kukiz nie nosi garnituru, śpiewa głośne piosenki i nie czuje się dobrze w polityce. Dla mnie to są jego atuty! W pierwszej turze Bronek dostaje ode mnie żółtą kartkę, a na chłopca z plasteliny nie zagłosuję na pewno!

czwartek, 30 kwietnia 2015

Dar od niebios

"Ranczo" jedzie do Radzynia.
I nagle znów jesteśmy w centrum uwagi, a Radzyń jest centrum Wszechświata.
- To byli u was kamerować? - pytają mnie osoby, które dowiadują się, że kawiarnia Kofi&Ti będzie w serialu "Ranczo". - Pokażą was w telewizji? - Ławeczka z Pietrkiem, Solejukiem, Hadziukiem i Japyczem stanie przy Warszawskiej? - Będziecie podawać pierogi Solejukowej i sprzedawać Mamrota? Znajomy fan serialu pisze do mnie: - Zróbmy coś, żeby władze zaprosiły ekipę "Ranczo" do nagrania choć jednej sceny w Radzyniu. Dziennikarze pytają mnie czy serial jest dobrze wykorzystany przez miasto do promocji. Ktoś życzliwy podpowiada:
- Co nam po tym "Ranczo"? Gdyby nawet ktoś tu przyjechał, to i tak nie ma tu co oglądać. Z życzliwym się nie zgadzam. Do ciekawych puszczam oko.
Myślę, że w Radzyniu nie trzeba nam już kamer ekipy "Rancza". Dar od niebios/łut szczęścia już nam się trafił. W każdym odcinku kultowego serialu pada nazwa naszego miasteczka, pojawia się rejestracyjna tablica, autobus, gazeta, czy mała klimatyczna kawiarenka. Zastanówmy się co zrobić z tym faktem, bo fani "Rancza" nie przyjeżdżają do nas szukać gór, jezior ani plaży z molo. Ale przyjeżdżają! Odnajdują tu sielski klimat, spokój i miejsca, gdzie czas płynie wolniej. Bo takie jest "Ranczo" i taki jest nasz mały Radzyń.
Najważniejsze jednak jak się do tego nastawimy. Zechcemy tę szansę wykorzystać, czy będziemy pomstować na biedę, bezrobocie i złe władze? Wymyślimy coś, czy będziemy czekać aż inni zrobią to za/dla nas. Póki co spotkajmy się w Kofi, albo przed telewizorami w niedzielę, 10 maja o 20.00. I wcale nie po to, żeby się przekonać kto zostanie prezydentem.

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Dotykanie ciepłego chleba

Pewnego dnia wybrałem się z córką na spacer bulwarem nad Białką. Dobrze znamy tę trasę - chodzimy nią często. Tego dnia jednak z rutyny dreptania nad rzeczką i przyglądania się kaczkom wytrąciły nas błyszczące, żółte "urządzenia do sprzątania po psach". Dla uproszczenia wymyśliłem dla nich zgrabną nazwę - "kloaczne słupki". Na górze słupka puszka z ciasno upchniętymi foliówkami, na dole pojemnik na torebki pełne psiej kupy. Stanęły i czekają. Urząd patrzy na nie z dumą. Mieszkańcy z nieufnością. Ja patrzę jednym okiem dumnie, a drugim nieufnie. Cieszę się, że dano mieszkańcom możliwość sprzątania po psach. Sam o to dbam i walczę o takie możliwości. Niestety jest to tylko czubek lodowej góry. Problem zasranych trawników, na które strach puścić dziecko, jest głębszy. Uważam, że poza ustawieniem "kloacznych słupków" należy wyjść do mieszkańców z akcją edukacyjną i uświadamiającą. Żeby wiedzieli, żeby się nie wstydzili, żeby dbali o to co wspólne. Niestety, poza paroma informacyjnymi wrzutkami w mediach, zabrakło pomysłów na tę stronę medalu. Przygotowałem więc dla Państwa instrukcję - krok po kroku - jak sprzątać po swym psie (poniżej). Nie ma się bowiem czego bać! Dotykanie przez folię ciepłej kupy swego pupila jest bezpieczne. W chłodny dzień bywa nawet przyjemne. Jak dotykanie przez folię ciepłego chleba na sklepowej półce. Proszę mnie źle nie zrozumieć - zestawienie świętego chleba z psią kupą ma służyć jedynie rozwiązaniu problemu brudnych trawników. Pragnę namówić tych, którzy po psach nie sprzątają do zmiany myślenia i zachowania. Zatem ruszajmy gówno - niech dłużej nie śmierdzi!


***
PS. Kiedy wracałem ze spaceru i wrzucałem psią kupę do pojemnika zauważyła mnie znajoma. Podeszła i mówi: - Patrzę z daleka i myślę - wreszcie jakiś mieszkaniec z tego korzysta. Podchodzę, a to ty!

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Koncept mistrza, czy dzieło przypadku?

Oto gdzie i jak powstają
 kolejne egzemplarze gry...
Czy jest jeszcze w Radzyniu osoba, która nie słyszałaby o tym, że Janusz Wlizło stworzył grę? Wątpię! Praca jaką wkłada on w promocję swego dzieła jest nie tyle imponująca, co skuteczna. Kiedyś Bob Marley swoją muzyką godził skłóconych polityków na Jamajce. Dziś Janusz jest o krok od posadzenia przy jednej planszy Rębka i Kotwicy. Choć nie mi oceniać, czy akurat ci dwaj politycy są zwaśnieni jak polityczne gangi na Jamajce w latach 70-tych. Tak tylko pomyślałem... 
Planszówka nazywa się Conceptus Masters. Jeśli rzeczywiście jest jeszcze ktoś, kto nie grał, nie widział i nie wie co to to jest, to napiszę jednym zdaniem. Gra polega na dotarciu do punktu bronionego przez przeciwnika lub usunięciu z planszy wszystkich kamieni, którymi broni dostępu do owego miejsca. Proste? Nawet bardzo! Śmiem twierdzić, że w istocie tej gry objawił się geniusz autora. Zwykle bowiem ma on tendencję do rozwlekłości i przegadywania tego co pisze, o czym opowiada i co robi. Czasem wychodzi to na dobre (vide ilość mistrzów w taekwon-do, których wychował), a czasem nie. Nie wiem czy jest w tym zasługa brody, która towarzyszyła Januszowi podczas dopracowywania gry, ale w jej koncepcji naprawdę objawia się mistrzostwo. I nie przeszkodzą mi w podtrzymaniu tego twierdzenia mniej udane, a towarzyszące grze, dzieła przypadku: trochę nazbyt rozbudowana szata graficzna, plany na stworzenie perfum a'la Conceptus, czy bicie rekordu w najdłuższej partii w Conceptusa pod wodą - bez tlenu (sic!).
To jak? Ma ktoś ochotę na partyjkę Conceptusa? Na sucho, z tlenem i czymś do picia w Kofi&Ti! Zapraszam!

poniedziałek, 30 marca 2015

Win-win!

Życie na streecie.
Szkoda, że Państwo tego nie widzieli! W miniony czwartek, po trzech godzinach obrad miejskiej rady, do głosu doszła młodość. Grupa nastolatków dzielnie wytrwała wszystkie dość nudne dla nich dyskusje. Bo to jeden się czymś chwali, drugi czegoś chce, inny o coś prosi. Chapeau bas po raz pierwszy! Ja bym pewnie wolał szaleć na rowerze, bo pogoda była piękna. Większość radnych - gdyby mogła - pewnie też wolałaby być gdzie indziej i robić co innego. Takie można było odnieść wrażenie, choć pewna aktywność była widoczna. Ale do rzeczy...
W punkcie wolne wnioski, w którym każdy mieszkaniec może zabrać głos, wstał jeden z nich i wygłosił przygotowany tekst. Publiczność zamarła, bo młody brzmiał lepiej niż niejeden miejski radny. Sypał argumentami i liczbami. Spójnie i logicznie wyłożył z czym przyszedł. A przyszedł z prośbą o działania w sprawie skate-parku dla młodych miłośników sportów ekstremalnych. Podziękował radnym, którzy temat skate-parku poruszyli. Podziękował burmistrzowi za tzw. udostępnienie, czyli share'owanie content'u (czyt. szerowanie kontentu - nie mylić z szorowaniem kontynentu) czym burmistrz wydał się lekko zaskoczony. Zdaje się bowiem, że sam nie prowadzi swego facebook'owego profilu. Mniejsza z tym! Na koniec pięknej mowy młodzi złożyli na ręce włodarza i w błysku fleszy 721 podpisów osób popierających ich inicjatywę. Chapeau bas po raz drugi!
I co teraz? Co teraz z ponad 700-osobami, które chcą skate-parku? Taka liczba to 1/4 wyborców burmistrza. Trafią do segregatora? Do niszczarki? A może warto rozważyć fakt, że większość z młodych - choć dziś wciąż małoletni - w 2018 roku nabędzie już wyborcze prawa i może się przyczynić do reelekcji. Jakby nie patrzeć zbudowanie skate-parku i siłowni pod chmurką to będzie po prostu dobre działanie dla wszystkich. Sytuacja "win-win"! Każdy zwycięża, przegranych brak! No przynajmniej takie miałem wrażenie po ostatniej sesji.

(Fot. http://www.wedrowki.com/)

poniedziałek, 23 marca 2015

Siusiumajtki z kipą pod nosem

(Żadne dziecko nie ucierpiało
podczas pisania tego tekstu)
Jakie wrażenie zrobiły na Państwu doniesienia ze szkoły w Szczodrem i z przedszkola w Parczewie? Nauczycielki za metodę wychowawczą obrały tam zaklejanie uczniom ust taśmą klejącą. Mi przypomniała się scena z III klasy podstawówki. W akcie desperacji jedna z nauczycielek właśnie tak postanowiła okiełznać wyjątkowo niesfornego kolegę imieniem Kajtek. Sytuacja była jednorazowa, wszyscy się z tego śmialiśmy. Kajtek też. Nikt nas nie terroryzował, nie wyzywał od tych "z kipą pod nosem" i "siusiumajtków". Na Śląsku było inaczej. Dzieci mimo to nie skarżyły się rodzicom. Bały się, że i tak nikt im nie uwierzy. Rodzice nawet jeśli coś podejrzewali - bagatelizowali problem.
Często naszym marzeniem jest wychować dzieci na ludzi asertywnych, pewnych siebie i odważnych. Póki jednak są dziećmi oczekujemy pasywności, podporządkowania i w kółko im powtarzamy "bądź grzeczny!". O tym jak ma się jedno do drugiego nie myślimy wcale lub kiedy jest już za późno.
Posyłamy dzieci do szkoły licząc, że nauczyciele rozwiążą problemy za nas. Sami zaś oddajemy się zarabianiu pieniędzy. Potrzebnych na podręczniki, korepetycje, zajęcia dodatkowe i pomoce naukowe. Na gadżety, które zastąpią nas i nasz czas - lalki, smartfony, tablety i rakiety. Z przerażeniem patrzymy na dziecko, którego problemów wkrótce nie znamy lub nie rozumiemy, a z mediów dobiegają informację o nastolatkach, którzy popełniają zbiorowe samobójstwa lub mordują rodziców.
A może uczyć dziecko w domu, skoro szkoła wcale nie rozwiązuje problemów tylko nakleja na nie klejącą taśmę? W "dzień wagarowicza" uczniowie uciekają z lekcji do parku. Z nauczycielem bywają tam sporadycznie. Domowa edukacja daje szanse na to, żeby przyrody dziecko uczyło się w lesie, muzyki na koncercie, a fizyki z tatą w warsztacie. Każdy dzień może być trochę jak "dzień wagarowicza". Tylko kto ma na to czas? No właśnie. Tych co mają zapraszam na spotkanie do Kofi&Ti, 28 marca 2015 roku o godzinie 19.00. Najlepiej z dziećmi...
Więcej informacji o spotkaniu - WEBINAR: Alternatywna Edukacja