Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabytek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabytek. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 lutego 2017

Radzyń do rewitalizacji!

Fot. Pałac Potocich (http://lublin.tvp.pl/)
Są momenty, kiedy trzeba się spierać, ale nie brakuje i takich, kiedy trzeba się WSPIERAĆ. Wczoraj (21.02.2017) ruszyły, nieco już spóźnione, konsultacje Miejskiego Programu Rewitalizacji. Na spotkaniu podano sporo informacji. W tym kilka ważnych. Na przykład taką, że propozycje działań i inwestycji, które zostaną włączone do treści tego strategicznego dokumentu można składać TYLKO do przyszłego wtorku - 28 lutego 2017! Czyli konsultacje potrwają aż (sic!) tydzień.
Czas więc odłożyć na bok spory i zastanowić się, co powinno znaleźć się w tym Programie aby Radzyń zrewitalizować? (O to czemu robimy to w pośpiechu i mamy tylko tydzień na te propozycje zapytam potem).
Co ważne: rewitalizacja to nie tylko odbudowa i remont. To szerszy zakres działań. Wśród nich szczególną wagę mają działania wzmacniające społeczności, ich integrację i rozwój.
Co Waszym zdaniem jest w tej sferze w Radzyniu niezbędne? Czego brakuje aby za 10 lat to miasteczko było dobrym miejscem do życia? Piszcie w komentarzach, piszcie prywatnie albo dzwońcie do mnie. Chciałbym wnieść do tego dokumentu jak najwięcej treści i wniosków płynących od mieszkańców Radzynia.

UWAGA! W ramach konsultacji zaplanowano spotkania warsztatowe na których będzie można dodać swoje pomysły i wysłuchać innych (jak mniemam także odnieść się do nich). W piątek, 24 lutego o 14.00 w sali UM odbędzie się spotkanie na organizacji pozarządowych - będę na nim i ja - zapraszam. O godzinie 16.00, tego samego dnia, zaplanowano spotkanie dla przedsiębiorców. Natomiast we wtorek, 28 lutego o godz. 11.00, zaplanowano - również w formie warsztatów - spotkanie otwarte zamykające konsultacje. Bądźcie tam! Jak to bowiem napisano "na zachętę", na stronie internetowej urzędu, cytując burmistrza: - Pamiętajmy, że nieobecni nie mają racji. Jestem przekonany, że jeśli Was zabraknie w stosownym momencie będzie to przypomniane.


Ciekawostka z prezentacji (na slajdzie): "Należy wyeliminować możliwość realizacji wybiórczych inwestycji, nastawionych jedynie na szybki efekt poprawy estetyki przestrzeni, skupionych tylko na działaniach remontowych czy modernizacyjnych. Tym samym, istotne jest, by nie powstawały „pseudoprogramy” rewitalizacji, które nie służą rozwiązaniu problemów społecznych i strukturalnych w obszarze zdegradowanym, w jego otoczeniu i w całej gminie". Jak myślicie - w Radzyniu powstanie "Program" czy "Pseudoprogram"? Postarajmy się wspólnie aby jednak to pierwsze!

Linki dla bardziej zainteresowanych:
1. Prezentacja z wczorajszego otwartego spotkania informacyjnego
2. Fiszka projektowa (formularz zgłaszanego pomysłu)
3. Strona internetowa dotycząca Programu Rewitalizacji dla Radzynia Podlaskiego: http://www.rewitalizacjaradzyn.lfie.pl/
4. Relacja ze spotkania w UM

piątek, 28 października 2016

Oczy z orbit

W 2013 roku pojechałem do Janowa Podlaskiego. Brałem wtedy udział w projekcie "Obywatele w miasteczkach". Działaliśmy w przestrzeniach Radzynia, Janowa oraz Włodawy. Potem o przestrzeniach tych miast i tym jak je z myślą o mieszkańcach poprawić dyskutowaliśmy. Wtedy pierwszy raz widziałem zamek biskupi w Janowie. Trzy lata temu jego stan był opłakany. Spójrzcie na te zdjęcia...

Ale na szczęście dla zamku i całego Janowa pojawił się ktoś o szerokich horyzontach. W ciągu trzech lat zmienił porastające chaszczami rumowisko w czterogwiazdkowy hotel, a właściwie centrum konferencyjno-wypoczynkowe. Prawdziwy klejnot!


W najbliższą sobotę (29 października) zobaczę go z bliska. A to przy okazji Gali Ambasadorów Wschodu na którą zostałem zaproszony. Trzymajcie kciuki za jakość zdjęć. Pochwalę się nimi po powrocie, żeby Wam oczy z zazdrości mogły wyjść z orbit. A może jednak w Radzyniu czegoś się potrafimy z tego nauczyć?

środa, 22 lipca 2015

Głupi czy turysta?

Pewne rzeczy dzieją się seriami. Wydarzenia sobie podobne i mające jakiś związek czasem się kumulują. Jakby wszechświat chciał nam coś powiedzieć: zaprowadzić w nowym kierunku albo potwierdzić słuszność tego już obranego.
***
Pewien radzynianin przysłał mi maila. Pytał o zdanie na temat oznakowania obiektów w mieście z myślą o przyjezdnych. Chodziło mu o system komunikacji, znaki kierunkowe, tablice, informacje jak daleko do biblioteki, kościoła i publicznej toalety.
Pomyślałem najpierw, że w obliczu aktualnych działań burmistrza i radnych PiS, praca nad takim systemem nie ma sensu. Sensu nabierze, kiedy rozwój miasta oprzemy o turystykę i kulturę. Potem zdarzyło się spotkanie w kawiarni...
Propozycja systemu informacji przestrzennej
dla Radzyńskiej Krainy Serdeczności
***
Turystów w Radzyniu łatwo rozpoznać. Rzucają się w oczy. Wyróżniają uniesionymi głowami, szerokimi spojrzeniami i fotoaparatami. Czasem karnacją, innym razem strojem, fryzurą lub po prostu pogodną, uśmiechniętą twarzą. - Głupi czy turysta? - pytają, widząc takiego, niektórzy smutni tubylcy.
Rodzina z Bytomia była dość typowa. W Kofi&Ti napili się kawy i kupili pocztówki. Z zaciekawieniem obserwowali przygotowania do koncertu Woytka Golbiaka. Ja z zaciekawieniem przyglądałem się im. - Przepraszam! - zagadnąłem, widząc, że szykują się do wyjścia. - Co państwa sprowadza do Radzynia? - Podróżujemy po miastach wschodniej Polski - usłyszałem w odpowiedzi. - Szkoda, że w Radzyniu nie można wejść do tego pięknego pałacu. No i pana kawiarni za długo szukaliśmy. Dlaczego nie macie żadnych znaków informujących jak gdzie dotrzeć? Wysiada człowiek w centrum miasta i musi prosić o informacje. Wyrywać je mieszkańcom, którzy zaskoczeni nie za bardzo potrafią pomóc. Ale nie tylko w Radzyniu tak jest. Wiele małych miast w ogóle nie dba o turystów. A przecież to dla was zarobek!?
***
Mają rację - pomyślałem. Trzeba myśleć o ludziach z zewnątrz! Tego wieczora na koncercie było nas o jedną osobę więcej. Państwo z Bytomia poszli do hotelu, ale ich córka została czytając książkę i słuchając muzyki.

niedziela, 5 lipca 2015

Pałac na kredyt zaufania

No i stało się! - rzekł redaktor "Panoramy" w TVP Lublin. Radzyń Podlaski stał się właścicielem pałacu Potockich - tysięcy metrów kwadratowych zabytku klasy zerowej, do kapitalnej restauracji i hektarów parku do rewitalizacji. Dobrze się stało!
To nie fotomontaż. To autentyczna fotka
z 4 lipca. Może właśnie tak uda nam się
utrzymać pałac - oblepiając go reklamami?
Można teraz wykorzystać pałac jako dźwignię dla Radzynia. Bo fakt, że mamy w mieście ten pałac, a teraz stajemy się jego właścicielami, to szansa, której nie wolno zmarnować. Sporo wskazuje, że tak się jednak stanie. Burmistrz pakuje nas w sytuację, w której pałac tkwił przez dziesiątki lat. Wprowadzi do pałacu urząd, szkołę i państwową instytucję. Będąc właścicielem miasto poniesie odpowiedzialność za bieżące utrzymanie i remonty. O rozwoju możemy zapomnieć. Wystarczy spojrzeć jak wyglądał "rozwój" przez lata w których "pewnym płatnikiem" był sąd i archiwum. Spójrzmy też na prognozy demograficzne i zastanówmy się ilu znajdzie się chętnych do nauki w szkole muzycznej drugiego stopnia? Kogo przyciągnie do Radzynia pałac z archiwum i szkołą muzyczną?
Nie straszny dla mnie prezydent Duda, premier Szydło, a nawet burmistrz Rębek. Ale zmarnowanie pałacu poprzez upchniecie tam instytucji, których istnienie nie poprawi gospodarki miasta to już powód do pakowania walizek. Za chwilę przekonamy się, że takie wykorzystanie pałacu to strategiczny błąd.
Szkoda, że radzyńskiemu demiurgowi tak łatwo przychodzi wydawanie publicznych pieniędzy. Archiwum, szkołę, dom kultury opłacimy my: podatnicy. W ostateczności mieszkańcy Radzynia sami sfinansują koszty utrzymania pałacu. Z mniej lub bardziej ukrytych podatków. Już dziś rezerwa budżetowa, którą miasto przeznaczyć powinno na wyjątkowej natury potrzeby mieszkańców, usuwanie skutków klęsk żywiołowych, niespodziewanych wypadków czy zagrożeń, trafiła na wkład własny kosztu renowacji pałacowych rzeźb.
Ale nie w tym sęk, żeby tylko krytykować. Pałac jest własnością miasta i trzeba pomóc w znalezieniu na niego najlepszego pomysłu. Takiego do którego nie będziemy musieli dopłacać. Takiego, który przyniesie nam zysk. To możliwe, tylko skąd mogą mieć takie pomysły ludzie, którzy całe życie pracowali na państwowych stołkach, w urzędach, szkołach i instytucjach? Żeby choć chcieli mieć... Niebawem się przekonamy dokąd to wszystko zmierza - ile pieniędzy na pałac pozyska Anna Wasak, jakie pomysły wypracuje zespół Roberta Mazurka i co z tym zrobi Burmistrz. Żeby tylko rozmawianie z ludźmi nie przychodziło im z takim trudem.

poniedziałek, 16 marca 2015

Z Jakubowskim przegrać, to jak wygrać...

A. Wasak. Portret pędzla A. Warhola.
...mogłaby powiedzieć Anna Wasak (moja konkurentka w wyborach do rady) obejmując posadę asystenta burmistrza Rębka. Fucha to nie byle jaka, bo wielofunkcyjna. Rzecznik prasowy, pośrednik między urzędem miasta a domem kultury, no i wreszcie główny zarządca, marketingowiec i fundraiser* pałacu Potockich. Jako radna mogłaby liczyć na nieco ponad 500 złotych. Jako asystentka weźmie co najmniej trzy tysiące. Można więc zaryzykować, że opłaciło się przegrać. 
Pani Aniu! Winszuję błyskawicznego awansu i życzę, żeby pałac ostatecznie przeszedł w ręce miasta, bo póki nie przeszedł, to nie ma czym zarządzać... No właśnie! Co prawda uczę się dopiero "wielkiej polityki", ale za to od najlepszych. Burmistrz Rębek mówił na ostatniej sesji, że miasto nie może wydawać pieniędzy na nieswoją własność. Zatem przydałoby się nam już to przejęcie, bo przecież nie będzie Pani zdobywać milionów na pałac, który nie jest nasz własny, tylko państwowy. Burmistrz mówił wręcz, że byłoby to niezgodne z prawem.
Z tego samego powodu nie przychylił się też do wniosku radnego Roberta Mazurka, który podsunął pomysł powołania grupy roboczej, poszukującej najlepszego pomysłu na pałac. Uznał, że póki pałac nie należy do miasta, praca takiego zespołu nie ma sensu. Nieśmiało więc pytam - jaki sens ma zatrudnianie fundraisera i zarządcy dla obiektu, który nie jest własnością miasta? Cóż za żelazna logika i konsekwencja?
Pani Aniu! Będzie o czym pisać. Wiersze też!
*fundraiser - osoba odpowiedzialna za pozyskiwanie pieniędzy z zewnętrznych źródeł.

niedziela, 1 lutego 2015

Pałac wzięty!

Taki pomysł - renowację rzeźb
sfinansują radni PiS, a rzeźby dostaną
ich twarze. Dobry?
Radni Radzynia wyrazili wolę, a burmistrz tę wolę wypełni i pałac Potockich wreszcie będzie nasz - znaczy miasta. Wcześniej też był nasz, ale mniej, bo państwowy, czyli wspólny. A w Polsce jak coś jest wspólne, to w sumie niczyje. Można wziąć i nie oddać, można nie dbać i się nie martwić. Martwić się trzeba o siebie i swoje. No to będziemy mieć pałac nasz i niczyj więcej. I dobrze! Myślenie logiczne, ale niekompletne. 
No bo co teraz? Co jak już pałac będzie wreszcie bardziej nasz niż dotychczas? Ano przyjdzie pokazać jakimi jesteśmy gospodarzami. Jak potrafimy zadbać o zabytek i jego otoczenie. Jak wykorzystać jego wszystkie atuty, jak sprawić by był dla Radzynia szansą i sprężyną, a nie kłopotem i obciążeniem.
Burmistrz wie i nie zamierza drapać się w głowę - większa szkoła muzyczna, archiwum, ośrodek kultury. Radni PiS mu wierzą i gratulują polotu. Ja śmiem mieć wątpliwość, więc pytam - przejąć pałac i co dalej? Propozycje Rębka być może pozwolą na opłacenie części bieżących kosztów, ale na nic więcej. Wiem, bo Radzyń już to przerabiał. Przez całą drugą połowę XX wieku w pałacu rezydowali różni książęta, sędziowie, urzędnicy, nauczyciele i pomagierzy. Efekt widać dziś. Straszące i zdewastowane wnętrza, zaniedbany dziedziniec, zrujnowany park, zniszczone rzeźby.
 Dlaczego teraz mieliby dokładać? Bo poprosi ich burmistrz? Wolne żarty! Do pałacu nie dołoży nikt, kto nie będzie miał z tego korzyści, więc ani szkoła, ani archiwum, ani ośrodek kultury. Będą siedzieć, pić kawę i czekać... 
Przez lata nawet pies z kulawą nogą nie przychodził do pałacu jeśli nie musiał, a teraz niby przyjadą turyści? Przyjadą i zostawią kasę w naszym gasnącym miasteczku?
Kiedy ojciec Ignaca Potockiego - Eustachy - stawiał sobie w Radzyniu rezydencję chciał, żeby z podziwu przyjezdnym oczy na wierzch wychodziły. I tak było! Kiedy Szlubowski stracił finansową płynność, a pałac podupadł, postanowił oddać go państwu. I tak się stało! 100 lat później miasto dalekie jest od finansowej stabilności, stan pałacu martwi, a burmistrz i radni biorą go na barki mieszkańców. I to bez żadnego sensownego pomysłu na to jak czerpać z pałacu korzyści. Nie ma pomysłów, więc korzyści też nie będzie. Będą koszty!


Więcej o pałacu - wpis z 13 lutego 2014 r. pt. "Pałac psu na budę"

wtorek, 18 listopada 2014

Wiedzą lepiej

Pewien uczeń radzyńskiego LO opowiedział mi historię sprzed kilku dni.
- Obudziłem się jak co dzień. Po porannej toalecie, śniadaniu i szybkim spakowaniu potrzebnych rzeczy, ruszyłem w drogę do szkoły. U progu LO zatrzymałem się zdziwiony. W miejsce starych, masywnych, drewnianych i pięknych drzwi, wstawiono plastikowe, przeszklone i nijakie. Ale jak to? Kto i gdzie zabrał drzwi, które były przecież takie... klimatyczne, kojarzące się z powagą, historią... takie radzyńskie. No to były odpowiednie drzwi dla tego miejsca. A teraz? Jak do szpitala, albo na klatkę schodową w bloku. To już nie to samo. Inni też woleli te stare, piękne drzwi, ale nikt nas nie zapytał.
W tle "stara karczma",
a na pierwszym planie dwa patyczki -
- jakby prosto ze świerkowej szkółki.
Rosły pięknie przez wiele długich lat...
A to moja historia z poprzedniego wtorku.
Rankiem, jak co dzień, wyszedłem po świeże pieczywo na śniadanie do pobliskiego PSS-u. Przechodząc przed "grzybkiem" coś zwróciło moją uwagę. Przy placu Potockiego, przed starostwem coś było nie tak. W pierwszej chwili nie wiedziałem o co chodzi, ale już w drugiej wiedziałem doskonale. Dostojny świerk, który od lat pięćdziesiątych zdobił plac, dawał cień i nadawał charakter temu miejscu zniknął. Na starej fotografii, na której w miejscu starostwa stoi dawna żydowska karczma, drzewko to było ledwie patyczkiem ze szkółki, wetkniętym w nowe miejsce. - Po co go wycięto? - zapytałem robotników. - Podobno ma tu być fontanna - odpowiedzieli i wrócili do pracy. Czy ktoś Państwa pytał czy zamiast cienia wiekowego drzewa wolą Państwo fontannę?
Na śniadanie wróciłem chwilę spóźniony. Kawa trochę już przestygła. Ale obok powalonego drzewa nie mogłem przejść obojętnie. Należało mu się pożegnanie. W sklepie za to spotkała mnie miła niespodzianka. Chleb żytni - nowość. Wyśmienity! O to czy chciałbym taki jeść na śniadanie też niby nikt nie pytał, ale coś mi mówi, że zrobiono go właśnie z myślą o mnie.
Szkoda, że nie wszystko może być właśnie tak... z myślą o kliencie, o mieszkańcu, o uczniu? Niektórzy myślą, że... wiedzą lepiej.

czwartek, 4 września 2014

Kwiatek do kożucha św. Trójcy

Ostatnim strażnikiem stylu i dobrego gustu w naszej miejskiej tkance architektonicznej pozostaje proboszcz. O takim gospodarzu pałac Potockich wciąż marzy. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego jak pięknie odrestaurowano największy sakralny zabytek naszego powiatu - kościół Św. Trójcy w Radzyniu Podlaskim. I nie poprzestano na budynku świątyni. Mimo przeróżnych kłopotów, krok po kroku, odnawiane są pozostałe budynki, odnowiono kapliczkę/pomnik św. Antoniego, pięknieje parkan. Idąc ulicą Ostrowiecką razi kontrast pomiędzy pięknym kompleksem sakralnym, a w dużej części zaniedbanymi, kamienicami, oblepionymi banerami, obłażącymi z farby. Ale kamienice to temat na inny czas.

W budynku kościelnym jakiś czas temu otwarto sklepik z dewocjonaliami. Przez pewien czas przechodziłem obok podziwiając piękne drewniane drzwi i elegancki szyld. Raz nawet zaszedłem aby kupić szatkę i świecę na chrzest córeczki. Trafiłem tam bez problemu - w końcu lokalizacja w centrum miasta i sąsiedztwo kościoła naprowadza klientów intuicyjnie.
Jednak kilka tygodni temu stała się rzecz zadziwiająca dla której nie znajduję wytłumaczenia. Na pięknych drzwiach sklepiku pojawił się oczobitny pomarańczowy szyld pomocniczy. Pasuje do pięknej całości jak plastikowy kwiatek do skórzanego kożucha. Na oknach natomiast zakwitły, wątpliwej urody i estetyki, kartki prezentujące ofertę. Za jedną z szybek widzimy nawet kolejny napis "dewocjonalia" i strzałkę kierującą do drzwi. Zupełnie jakby klienci chcieli wchodzić oknem i należało ich nakierować na wejście główne.
Księże proboszczu! Apeluję o spacer ulicą Ostrowiecką i ocenę sytuacji. Cała praca przy konserwacji i remontach tego pięknego zabytku jest zbyt wartościowa aby efekt psuły te "reklamy".


***
Post scriptum: Po kilku dniach od publikacji felietonu we "Wspólnocie" wklejka w oknie na piątym zdjęciu zniknęła. Zostały taśmy, więc może to przypadek, ale warto podziękować Księdzu Proboszczowi, albo innej wrażliwej na estetykę miasta osobie, która usunęła tę "reklamę". Dobre i to! Fot. z 10.09.2014, g. 13.00