Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Robert Mazurek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Robert Mazurek. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 lipca 2020

Jak to Robert tańczy Mazurka, czyli ślizganie się po prawie

One hundred dollars bill, czyli the bill
Dawno, oj bardzo dawno nic tu nie zostawiłem.
Ale Robertowi obiecywałem ciąg dalszy i tak się stało, że za sprawą cudzej aktywności (Radek Grudzień, Watchdog Radzyń Podlaski) na jaw wyszły ciekawe fakty.
Jest to audycja w Garażowym Radio Radzyń lub też Radio Kot, bo prowadzący to Paweł Kot - kliknij i posłuchaj!
Strawa tyczy łączenia wielu różnych funkcji w rękach jednego człowieka (samorząd, organizacja pozarządowa, działalność gospodarcza), wykorzystywania publicznych pieniędzy do prywatnych celów statutowych, niejasnego i niejawnego ich przepływu, ślizganiu się na granicy prawa, wykorzystywania swej uprzywilejowanej pozycji, czyli wszystko to co media, organizacje strażnicze a może też sądy i prokuratura lubią najbardziej.
Jeśli jeszcze nie słyszeliście to posłuchajcie i dajcie znać w komentarzach czy chcecie więcej. O Robercie i w ogóle. Bo jest tego trochę i może czas znów zacząć zbierać co ciekawsze tematy :)

środa, 11 kwietnia 2018

Jak to Robert tańczy Mazurka, czyli tańczący z wyborcami

Euforia w szeregach opozycji, szok i niedowierzanie w urzędzie miasta, a w grupie alternatywnej Józefa Korulczyka chyba wręcz płacz i zgrzytanie zębów. Tak można skomentować 166 głosów Darka Bilskiego, 95 głosów mojego dawnego kolegi z LRA (A.D. 2014), a dziś z PiS, Przemka Nasta i 29 głosów (sic!) Kuby Hapki.
Nie mogę tu jednak nie odnieść się do postawy winowajcy całej tej sytuacji - Roberta Mazurka. I celowo używam wobec niego sformułowania 'winowajca'. Uważam bowiem, że ustępowanie z funkcji na którą powołali go mieszkańcy Radzynia w demokratycznym głosowaniu, na niespełna rok przed końcem kadencji, jest czynem niegodziwym. A szczególnie, kiedy robi się to tylko po to, aby objąć intratną synekurę opłacaną z publicznych pieniędzy tych samych mieszkańców.
Jedna rzecz to publiczny grosz, który Mazurek pobiera jako wynagrodzenie dyrektora ośrodka kultury (będąc osobą powołaną w drodze pozakonkursowej i z niewielkim doświadczeniem w temacie animacji kultury), a druga to kilkutysięczna kwota z budżetu, którą trzeba było wydać aby przeprowadzić wybory uzupełniające na jego miejsce w radzie.
W niedzielnych wyborach w okręgu nr 3, gdzie Robert Mazurek porzucił mandat radnego, przez kilka godzin pełniłem rolę męża zaufania. Zadeklarowałem być na miejscu i swoją obecnością czuwać nad prawidłowością przeprowadzanych wyborów. Praca ta miała charakter nieodpłatny. I teraz będzie dobre! Niech Państwo zgadną, kto pełnił odpłatną funkcję członka komisji, który podawał długopisy wyborcom głosującym nad wyborem następcy Roberta Mazurka? Oczywiście Robert Mazurek! Czy zarobił tam 200 czy 300 złotych to bez znaczenia. Na pytanie kim trzeba być, aby tak zrobić i za kogo trzeba mieć Radzynian, to sobie Państwo dopowiedzą sami. Ja wiem jedno - trzeba nie mieć wstydu!
W całej tej sytuacji wisienką na torcie był fakt, że kilka minut po otwarciu lokalu wyborczego, o siódmej z minutami, pierwszym głosującym w wyborach na następcę Roberta Mazurka, był nie kto inny jak uśmiechnięty i podchodzący do urny tanecznym wręcz krokiem, Robert Mazurek. A najlepszą puentą komentarz innego funkcjonariusza komisji. - Jeden głos już jest więc wybory mamy ważne.
Żałuję, że nie mogłem widzieć miny Roberta po ostatecznym podliczeniu głosów. Nie wiem czy był z siebie dumny i zadowolony z wyniku namaszczonego przez PiS Nasta.
Ale jednego muszę się dowiedzieć i proszę o pomoc Państwa. Czy Robert Mazurek, będąc prawą ręką, nogą i okiem Jerzego Rębka, jego wiernym klakierem i bulterierem, spełnił w ciągu trzech lat obietnice, które składał startując do rady? Dla ułatwienia załączam ulotkę kandydata Mazurka z 2014 roku.
cdn.
Post scriptum: Ulotka jest w całości. Warto zwrócić uwagę na jej rozkładówkę gdzie Robert chwalił się jak wiele turystycznych i sportowych imprez zrobił. Oczywiście większość za nasze, czyli publiczne pieniądze. Szanowni Państwo! Chciałbym się mylić, ale na moje oko przed jesiennymi wyborami w tej ulotce znajdzie się dzisiejsza ramówka Radzyńskiego Ośrodka Kultury, który wszystko co organizuje, organizuje za publiczne pieniądze. Miejcie więc świadomość, że również za Wasze pieniądze, kampania trwa!

wtorek, 28 lutego 2017

O zamiataniu śmieci pod dywan


Śmieci to bardzo złożone zagadnienie. I mówię tu nie tylko o śmieciach jako kupie rupieci, ale też o problematyce jaką jest ich wytwarzanie i zagospodarowywanie w społecznościach. 27 lutego na sesji Rady Miasta Radzyń Podlaski mierzyliśmy się z tym tematem na poważnie. Wątków jest tak dużo, że zwykłemu Kowalskiemu czy Jakubowskiemu trudno to wszystko ogarnąć. Spędziłem przed sesją (wspólnie z radnymi Bożeną Lecyk i Markiem Zawadą) kilka dni na analizach, telefonach, lekturze, kalkulacjach i rozmowach. Na sesji zrobiliśmy wszystko (w naszej opinii), co mogliśmy, aby istotę problemu naświetlić przed Radą, Burmistrzem i mediami (czyli mieszkańcami) w jak najlepszy sposób, i aby doprowadzić do podjęcia kroków w celu rozwiązania problemu jaki Radzyń Podlaski ze śmieciami ma. Tutaj chciałbym to w sposób syntetyczny uporządkować. Wszystko po to, aby każdy mieszkaniec mógł sobie wyrobić własne zdanie.

PO PIERWSZE:
Problem śmieci to w Radzyniu problem poważny. Dużo poważniejszy niż np. w Łukowie. Na czym on polega? Ano na tym, że z jednej strony śmieci segregować musimy, a z drugiej, że bardzo nam się nie chce z tym bawić. Musimy, bo zmuszają nas do tego unijne dyrektywy. Do 2020 roku, pod groźbą bardzo poważnych kar, kraje UE - w tym Polska - zobowiązały się osiągnąć poziom odzysku papieru, szkła, metalu i tworzyw sztucznych w wysokości 50%. Dziś jest to ok. 26%. Tempo zmian in plus to 0,7% rocznie... Zrobi się samo? Nie sądzę! Recykling, czyli ponowne wykorzystanie odpadów, jest też konieczny, bo nikt nie lubi jak mu sąsiad pali w piecu plastikiem, albo na wypadzie do lasu z dziećmi natyka się na stertę butelek, puszek po farbach i starą lodówkę. Wreszcie - trzeba segregować odpady, bo nie stać nas na marnowanie tak dużej ilości cennych surowców. W Radzyniu dziś odzysk surowców mamy na poziomie 17%...

PO DRUGIE:
Śmieci to nie tylko zabawa, ale i koszty. W Radzyniu (statystycznie) lubimy zadeklarować segregację, a potem trochę namieszać, tzn. dorzucić trochę śmieci kuchennych do papieru, a papieru do kuchennych. Jeśli nie Wy, to z pewnością robi tak ktoś z Waszych sąsiadów. Szczególnie w spółdzielniach mieszkaniowych, gdzie problem ten jest dość jaskrawy, a służy mu anonimowość wyrzucania śmieci do wspólnych śmietników. W efekcie płacimy miastu mniej (bo segregujemy), ale miasto oddając odpady do Zakładu Zagospodarowania Odpadów Komunalnych (ZZOK) widzi "czerwone światło" i płaci jak za śmieci niesegregowane. Niestety burmistrz nie ma tyle śmiałości (i instrumentów), aby upomnieć się u takich mieszkańców o pieniądze, które musiał w ZZOK dołożyć. Łatwiej mu jest obciążyć nas wszystkich (sic!). Efekt na koniec 2016 roku był taki, że w miejskiej kasie zabrakło 370 tysięcy! Stąd podwyżki, które właśnie nadeszły. Ale o tym za chwilę. Dotychczas każdy mieszkaniec który segregował śmieci płacił 7 zł, a niesegregujący (np. Robert Mazurek - o czym pochwalił się na sesji) 14 zł. Teraz, żeby zasypać dziurę w budżecie miasta wywołaną przez wszystkich, którzy niesegregują i udają, że to robią, ceny podniesiono. Zapłacimy 9 i 18 złotych. Czy to przekona niesegregujacych Robertów Mazurków do zmiany nastawienia? Nie sądzę! Co ich może do tego skłonić? O tym również za chwilę.

PO TRZECIE:
Segregacja segregacji nierówna. Załóżmy, że zadeklarowaliście segregowanie. Płacicie 7 zł, a płacić będziecie 9 zł. Dzielicie śmieci na odpady kuchenne (1 kubeł), papiery i plastiki (2 kubeł), szkła (3 kubeł). Do czwartego kubła w teorii powinny trafiać tylko kurz z podłogi, podpaski, pampersy i zużyte prezerwatywy. To są właśnie frakcje. Uzasadniając podwyżkę cen za odpady segregowane burmistrz Rębek powoływał się na wzrost cen po jakich odpady przyjmuje od miasta ZZOK. Dopuścił się tym samym manipulacji. Faktycznie podrożał tam bowiem jedynie odbiór zużytych opon (ile zużytych opon oddajecie rocznie? Ja statystycznie jedną), popiół (w sezonie zimowym oddają tylko mieszkańcy domów jednorodzinnych), zmieszany gruz budowlany (oddajemy raz na kilka lat) oraz np.: odpady z czyszczenia ulic, za które płaci miasto z innych pieniędzy i nie może tym obciążyć mieszkańców w ramach płatności za ich śmieci. Odpady biodegradowalne potaniały o 50% (sic!). Ceny za odbiór tektury, metalu, plastiku i szkła nie zmieniły się. Manipulacja pełną gębą! [Tu link do cennika ZZOK]. Co istotne - zdrożały śmieci niesegregowane, a także ta nieszczęsna frakcja z 4 kubła - pozostałe odpady zbierane selektywnie. Dlaczego to ważne? Ano dlatego, że mieszkańcy Radzynia produkują odpadów w tej frakcji BARDZO DUŻO! Czy to znaczy, że zużywają mnóstwo prezerwatyw i pampersów. Raczej nie! Prawdopodobnie oddają w ramach tej frakcji mnóstwo zmieszanych odpadów (kolor pomarańczowy na wykresie). Żeby zrozumieć na czym polega problem spójrzcie na wykres obrazujący proporcje poszczególnych frakcji w Radzyniu i w Łukowie. 

W Łukowie czwarta frakcja (pozostałe odpady zbierane selektywnie) ma znikomy udział w całej masie segregowanych odpadów. U nas odwrotnie. W Radzyniu jest ich prawie tyle co śmieci niesegregowanych i kosztują miasto tyle samo co śmieci niesegregowane - patrz cennik ZZOK! Stąd dziura budżetowa i stąd podwyżki. Moje pytanie brzmi tak: Dlaczego burmistrz (jako najwyższy z urzędników naszego magistratu) nic z tym nie robi, nie mówi o tym, zamiata problem pod dywan?

Ciekawostką, która również wynika z powyższego wykresu jest fakt, że 16 tysięczny Radzyń produkuje niemal tyle samo śmieci co 30 tysięczny Łuków. Ktoś, coś? Jakieś pomysły jak to możliwe?

CO Z TYM ZROBIĆ?
Pomysł 1: Trzeba działać! Nie wolno udawać, że problemu nie ma. Nie wolno go bagatelizować! Trzeba współdziałać z mieszkańcami. Wspólnie pracować nad coraz wyższym poziomem odzysku cennych surowców wtórnych. Przede wszystkim dlatego, że to się opłaca! Mylił się na sesji Jacek Piekutowski mówiąc (choć nie posądzam go o niewiedzę - mówił tak, bo mu tak wygodnie), że spółdzielnia nie może na śmieciach zarabiać, nie może nic z tym zrobić, nie może śmieci dotknąć. W rzeczywistości wystarczy zdobyć odpowiednie kwalifikacje i pozwolenia, i droga do segregacji śmieci u źródła, w spółdzielniach (lub w PUK) otwarta. Trzeba tylko chcieć, wypracować model takiego działania, a efekty takiego działania mogą być potężne. Spółdzielnia sprzedając surówce wtórne i tworząc kompostowniki mogłaby zamknąć system obiegu odpadów. Co to znaczy? Ano nie musielibyśmy płacić za śmieci w ogóle, albo byłoby to bardzo tanie. Tak! To możliwe! Więcej info: https://wfos.gdansk.pl/gospodarka-obiegu-zamknietego

Pomysł 2: Zróżnicować ceny. Niskie dla segregujących i robiących to dobrze. 7 złotych, może 8? A dla tych, którym się nie chce, lub których na to stać (jak Robert Mazurek) cena powinna być znacząco wyższa. Dlatego właśnie zaproponowaliśmy na sesji (z radną Bożeną Lecyk) ceny na poziomie 7 zł za śmieci segregoweane i 24 zł za śmieci niesegregowane. Robert Mazurek słysząc naszą propozycję natychmiast poderwał się z miejsca i zadeklarował, że jutro złoży deklarację o segregowaniu śmieci. Skuteczne rozwiązanie? Skuteczne!

Pomysł 3: Wywrzeć wpływ na mieszkańców, którzy niesegregują lub tylko segregowanie deklarują (jak być może zrobi to Robert Mazurek). Rozdzielić wiaty śmietnikowe na te dla segregujących i niesegregujących. Zatrudnić osoby dokonujące wstępnej segregacji w wiatach śmietnikowych lub po prostu kontrolujących to co przynoszą mieszkańcy. Zamiast jedynie podnosić ceny i liczyć, że samo się poprawi, dajmy miejsca pracy. Ktoś powie, że to złe rozwiązanie? Można by też przyjrzeć się sposobowi kontroli odbieranych frakcji przez pracowników PUK. Na koniec trzeba mieć wreszcie odwagę obciążyć kosztami źle zakwalifikowanych śmieci spółdzielnię, wspólnotę lub mieszkańców, którzy odpady źle segregują i myślą, że tak przejdzie!

Głosami radnych PiS ceny ustalono na poziomie 9 i 18 złotych. W oderwaniu od prawdziwych problemów ze śmieciami obciążono wszystkich mieszkańców Radzynia w jednakowy sposób +30% do ceny śmieci. Tylko po to, aby zasypać dziurę budżetową. Warto podkreślić, że inne gminy i miasta (Łuków) cen za śmieci nie podnoszą. Bo i nie mają takich samych kłopotów. Szkoda, że nasz burmistrz zamiast po męsku się z problemami zmierzyć, zamiata śmieci pod dywan.

wtorek, 15 grudnia 2015

Komu tytuł?

W poprzednim numerze "Wspólnoty" przeczytałem propozycje kandydatów do tytułu "Człowieka Roku". Postanowiłem dopełnić tę listę, bo moim zdaniem nie powinna ona kończyć się tak gwałtownie, jak uciął ją Kuba Hapka. Osób które nie zmarnowały tego roku jest w Radzyniu więcej.
Nominuję prezesa PUK, Sławomira Sałatę. Woda w Radzyniu jest droga, ponoć najdroższa w okolicy. Ale gdyby nie pan Sałata mogłaby być jeszcze droższa. Będąc radnym wciąż walczył o obniżenie jej ceny. Jako prezes PUK już dawno mógł jej cenę podnieść, a zrobi to dopiero w 2016 roku. Zasłużył więc!
Nominuję dyrektor Miejskiej Biblioteki Publicznej, Grażynę Kratiuk. Dużo "na  mieście" mówi się o bibliotece. Poza tym jest wreszcie szansa, że placówka przeniesie się do pałacu Potockich. To godna siedziba, która pozwoli rozwinąć działalność tej instytucji. Biblioteka od ponad roku na to czeka. Zasłużyła więc!
Nominuję mojego kolegę z Rady Miasta, Roberta Mazurka. Nie sposób nie docenić gładkości z jaką Robert na sesjach zadaje pytania Burmistrzowi, a także szorstkości jaką reaguje na nieco trudniejsze pytania innych radnych. Warto podkreślić, że dzięki Robertowi tabliczki z niedźwiedzimi łapami na Placu Wolności są małe i równie mało płacą za nie mieszkańcy miasta, niecałe dwa tysiące złotych za sztukę. Gdyby nie Robert wcale by ich nie było. Zasłużył więc!
Na koniec, aby lista była kompletna, pragnę nominować Burmistrza Jerzego Rębka. Dzięki jego zaangażowaniu mieszkańcy Radzynia wiedzą w jak beznadziejnej sytuacji znajduje się nasze miasto, a dzięki gazetce "Radzyń" wiedzą kto może tej beznadziei zaradzić. On! Zasłużył więc!

wtorek, 29 września 2015

Cuda, cuda ogłaszają

Znamy wyniki plebiscytu National Geographic (dalej NG). Nowym cudem Polski został nasz XVIII-wieczny, barokowy pałac Potockich. Cudownie! Ilość osób zaangażowanych w głosowanie: tych z Radzynia i radzynian rozsianych po świecie, poziom ich lokalnego patriotyzmu zachwycają. Z taką armią zwycięstwo było chyba formalnością.


Fot. Karol Miłosz. Fotografia jest jedną z zamieszczonych
na pierwszej stronie promującej konkurs.
Spirala ruszyła 19 czerwca. Mieszkająca w dalekim Koszalinie radzynianka zaprosiła do głosowania swych znajomych, ci następnych, a oni kolejnych. To był początek z przytupem. Radzyń uzyskał przewagę, której do końca nie stracił. Na stronie wydarzenia ludzie zaczęli umieszczać swoje zdjęcia pałacu. W 2 dni pojawiło się ich kilkadziesiąt. Do tego wzajemny doping, sąsiedzka atmosfera i szereg wspomnień z Radzynia. Do głosowania zaproszono łącznie 7 tysięcy osób!
21 czerwca Robert Mazurek stworzył drugą stronę promującą konkurs. Na siebie wziął motywowanie do codziennego głosowania. Sobie przypisał zainteresowanie pałacem magazynu NG, udzielał wywiadów, informował lokalne media i powoli zawłaszczał konkurs. Nie sposób odmówić mu skuteczności. Przez trzy miesiące stronę polubiło ponad 2500 osób, a zdjęcia z pałacem, "pożyczane" z całego Internetu, pojawiały się tam codziennie. Brawo Robert! Gdyby wybory parlamentarne trwały trzy miesiące, a wyborcy mogli oddawać jeden głos dziennie, już dziś mógłbyś wybierać w której z pałacowych komnat urządzisz poselskie biuro. Ale to nie takie proste.
Za udziałem Radzynia w konkursie NG stoi Powiat Radzyński i Radzyńska Kraina Serdeczności. Jej strona internetowa zachęciła wydawców, którzy skontaktowali się z Punktem Informacji Turystycznej sygnalizując chęć umieszczenia pałacu w plebiscycie. Dziś kontaktują się znów prosząc o fotografie wnętrz...
I tu zaczynają się "schody". Co wysłać - zdjęcia historyczne, czy obecne? Co teraz, kiedy już pałac cudem jest i basta?! Plany jego zagospodarowania - cuda na kiju. Pieniądze na remont - cuda niewidy. Tylko opisy w reżimowej gazetce "Radzyń" - cud miód.

środa, 26 sierpnia 2015

Koncert życzeń w sali balowej

Z niecierpliwością i ciekawością czekałem na to co urodzi doradcze ciało Burmistrza, czyli zespół ds. zagospodarowania pałacu Potockich pod wodzą Roberta Mazurka. Zastanawiałem się co to za ciało będzie i jaki rodzaj gimnastyki przyjdzie mu uprawiać. W spotkaniu udało mi się wziąć udział, i to mimo rajdu terenowego, który zafundował przewodniczący. W ostatniej chwili zmienił on bowiem miejsce zapowiadanego zebrania. Może właśnie dlatego zabrakło na nim wielu przedstawicieli mediów?
Na szczęście nie zabrakło zainteresowanych partycypacją w decyzjach dotyczących przyszłości pałacu. Ich ilością i przebiegiem dyskusji Robert Mazurek był wręcz zaskoczony. Po obchodzie pałacowych komnat uczestnicy zasiedli w kręgu i rozpoczął się koncert życzeń. Moim zdaniem na spotkanie wyraźnie zabrakło pomysłu. Gdyby taki był, osoby uczestniczące w zebraniu wychodziłyby z przekonaniem, że coś udało się wypracować. A tak dostaliśmy jedynie sygnał, że kolejna narada będzie w węższym gronie, a ustalenia poznamy za miesiąc lub za dwa. Dobrze, że Burmistrz w porę szepnął, że grona zawężać nie należy.

Moja propozycja: na kolejnym spotkaniu ćwiczymy barokowe tańce.
Słysząc te zapowiedzi ja również zdecydowałem się złożyć pałacowi życzenia od siebie. Pomyślałem bowiem, że kolejnej okazji może nie być. Życzę więc pałacowi, żeby podejmowane w nim działania były śmiałe i nowoczesne. Tylko takie przyciągną zainteresowanie - mediów, turystów i inwestorów. Tylko takie pobudzą nasze miasto i gospodarkę.
Zespołowi życzę zaś, żeby (choć tylko doradczym) był ciałem z krwi i kości. Z pomysłem na siebie, siłą i energią. Nie życzę mu zaś, żeby stał się listkiem figowym pod którym kryć się będą nieporadne działania władz.

niedziela, 5 lipca 2015

Pałac na kredyt zaufania

No i stało się! - rzekł redaktor "Panoramy" w TVP Lublin. Radzyń Podlaski stał się właścicielem pałacu Potockich - tysięcy metrów kwadratowych zabytku klasy zerowej, do kapitalnej restauracji i hektarów parku do rewitalizacji. Dobrze się stało!
To nie fotomontaż. To autentyczna fotka
z 4 lipca. Może właśnie tak uda nam się
utrzymać pałac - oblepiając go reklamami?
Można teraz wykorzystać pałac jako dźwignię dla Radzynia. Bo fakt, że mamy w mieście ten pałac, a teraz stajemy się jego właścicielami, to szansa, której nie wolno zmarnować. Sporo wskazuje, że tak się jednak stanie. Burmistrz pakuje nas w sytuację, w której pałac tkwił przez dziesiątki lat. Wprowadzi do pałacu urząd, szkołę i państwową instytucję. Będąc właścicielem miasto poniesie odpowiedzialność za bieżące utrzymanie i remonty. O rozwoju możemy zapomnieć. Wystarczy spojrzeć jak wyglądał "rozwój" przez lata w których "pewnym płatnikiem" był sąd i archiwum. Spójrzmy też na prognozy demograficzne i zastanówmy się ilu znajdzie się chętnych do nauki w szkole muzycznej drugiego stopnia? Kogo przyciągnie do Radzynia pałac z archiwum i szkołą muzyczną?
Nie straszny dla mnie prezydent Duda, premier Szydło, a nawet burmistrz Rębek. Ale zmarnowanie pałacu poprzez upchniecie tam instytucji, których istnienie nie poprawi gospodarki miasta to już powód do pakowania walizek. Za chwilę przekonamy się, że takie wykorzystanie pałacu to strategiczny błąd.
Szkoda, że radzyńskiemu demiurgowi tak łatwo przychodzi wydawanie publicznych pieniędzy. Archiwum, szkołę, dom kultury opłacimy my: podatnicy. W ostateczności mieszkańcy Radzynia sami sfinansują koszty utrzymania pałacu. Z mniej lub bardziej ukrytych podatków. Już dziś rezerwa budżetowa, którą miasto przeznaczyć powinno na wyjątkowej natury potrzeby mieszkańców, usuwanie skutków klęsk żywiołowych, niespodziewanych wypadków czy zagrożeń, trafiła na wkład własny kosztu renowacji pałacowych rzeźb.
Ale nie w tym sęk, żeby tylko krytykować. Pałac jest własnością miasta i trzeba pomóc w znalezieniu na niego najlepszego pomysłu. Takiego do którego nie będziemy musieli dopłacać. Takiego, który przyniesie nam zysk. To możliwe, tylko skąd mogą mieć takie pomysły ludzie, którzy całe życie pracowali na państwowych stołkach, w urzędach, szkołach i instytucjach? Żeby choć chcieli mieć... Niebawem się przekonamy dokąd to wszystko zmierza - ile pieniędzy na pałac pozyska Anna Wasak, jakie pomysły wypracuje zespół Roberta Mazurka i co z tym zrobi Burmistrz. Żeby tylko rozmawianie z ludźmi nie przychodziło im z takim trudem.

poniedziałek, 30 marca 2015

Win-win!

Życie na streecie.
Szkoda, że Państwo tego nie widzieli! W miniony czwartek, po trzech godzinach obrad miejskiej rady, do głosu doszła młodość. Grupa nastolatków dzielnie wytrwała wszystkie dość nudne dla nich dyskusje. Bo to jeden się czymś chwali, drugi czegoś chce, inny o coś prosi. Chapeau bas po raz pierwszy! Ja bym pewnie wolał szaleć na rowerze, bo pogoda była piękna. Większość radnych - gdyby mogła - pewnie też wolałaby być gdzie indziej i robić co innego. Takie można było odnieść wrażenie, choć pewna aktywność była widoczna. Ale do rzeczy...
W punkcie wolne wnioski, w którym każdy mieszkaniec może zabrać głos, wstał jeden z nich i wygłosił przygotowany tekst. Publiczność zamarła, bo młody brzmiał lepiej niż niejeden miejski radny. Sypał argumentami i liczbami. Spójnie i logicznie wyłożył z czym przyszedł. A przyszedł z prośbą o działania w sprawie skate-parku dla młodych miłośników sportów ekstremalnych. Podziękował radnym, którzy temat skate-parku poruszyli. Podziękował burmistrzowi za tzw. udostępnienie, czyli share'owanie content'u (czyt. szerowanie kontentu - nie mylić z szorowaniem kontynentu) czym burmistrz wydał się lekko zaskoczony. Zdaje się bowiem, że sam nie prowadzi swego facebook'owego profilu. Mniejsza z tym! Na koniec pięknej mowy młodzi złożyli na ręce włodarza i w błysku fleszy 721 podpisów osób popierających ich inicjatywę. Chapeau bas po raz drugi!
I co teraz? Co teraz z ponad 700-osobami, które chcą skate-parku? Taka liczba to 1/4 wyborców burmistrza. Trafią do segregatora? Do niszczarki? A może warto rozważyć fakt, że większość z młodych - choć dziś wciąż małoletni - w 2018 roku nabędzie już wyborcze prawa i może się przyczynić do reelekcji. Jakby nie patrzeć zbudowanie skate-parku i siłowni pod chmurką to będzie po prostu dobre działanie dla wszystkich. Sytuacja "win-win"! Każdy zwycięża, przegranych brak! No przynajmniej takie miałem wrażenie po ostatniej sesji.

(Fot. http://www.wedrowki.com/)

poniedziałek, 16 marca 2015

Z Jakubowskim przegrać, to jak wygrać...

A. Wasak. Portret pędzla A. Warhola.
...mogłaby powiedzieć Anna Wasak (moja konkurentka w wyborach do rady) obejmując posadę asystenta burmistrza Rębka. Fucha to nie byle jaka, bo wielofunkcyjna. Rzecznik prasowy, pośrednik między urzędem miasta a domem kultury, no i wreszcie główny zarządca, marketingowiec i fundraiser* pałacu Potockich. Jako radna mogłaby liczyć na nieco ponad 500 złotych. Jako asystentka weźmie co najmniej trzy tysiące. Można więc zaryzykować, że opłaciło się przegrać. 
Pani Aniu! Winszuję błyskawicznego awansu i życzę, żeby pałac ostatecznie przeszedł w ręce miasta, bo póki nie przeszedł, to nie ma czym zarządzać... No właśnie! Co prawda uczę się dopiero "wielkiej polityki", ale za to od najlepszych. Burmistrz Rębek mówił na ostatniej sesji, że miasto nie może wydawać pieniędzy na nieswoją własność. Zatem przydałoby się nam już to przejęcie, bo przecież nie będzie Pani zdobywać milionów na pałac, który nie jest nasz własny, tylko państwowy. Burmistrz mówił wręcz, że byłoby to niezgodne z prawem.
Z tego samego powodu nie przychylił się też do wniosku radnego Roberta Mazurka, który podsunął pomysł powołania grupy roboczej, poszukującej najlepszego pomysłu na pałac. Uznał, że póki pałac nie należy do miasta, praca takiego zespołu nie ma sensu. Nieśmiało więc pytam - jaki sens ma zatrudnianie fundraisera i zarządcy dla obiektu, który nie jest własnością miasta? Cóż za żelazna logika i konsekwencja?
Pani Aniu! Będzie o czym pisać. Wiersze też!
*fundraiser - osoba odpowiedzialna za pozyskiwanie pieniędzy z zewnętrznych źródeł.