Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Parczew. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Parczew. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 marca 2015

Siusiumajtki z kipą pod nosem

(Żadne dziecko nie ucierpiało
podczas pisania tego tekstu)
Jakie wrażenie zrobiły na Państwu doniesienia ze szkoły w Szczodrem i z przedszkola w Parczewie? Nauczycielki za metodę wychowawczą obrały tam zaklejanie uczniom ust taśmą klejącą. Mi przypomniała się scena z III klasy podstawówki. W akcie desperacji jedna z nauczycielek właśnie tak postanowiła okiełznać wyjątkowo niesfornego kolegę imieniem Kajtek. Sytuacja była jednorazowa, wszyscy się z tego śmialiśmy. Kajtek też. Nikt nas nie terroryzował, nie wyzywał od tych "z kipą pod nosem" i "siusiumajtków". Na Śląsku było inaczej. Dzieci mimo to nie skarżyły się rodzicom. Bały się, że i tak nikt im nie uwierzy. Rodzice nawet jeśli coś podejrzewali - bagatelizowali problem.
Często naszym marzeniem jest wychować dzieci na ludzi asertywnych, pewnych siebie i odważnych. Póki jednak są dziećmi oczekujemy pasywności, podporządkowania i w kółko im powtarzamy "bądź grzeczny!". O tym jak ma się jedno do drugiego nie myślimy wcale lub kiedy jest już za późno.
Posyłamy dzieci do szkoły licząc, że nauczyciele rozwiążą problemy za nas. Sami zaś oddajemy się zarabianiu pieniędzy. Potrzebnych na podręczniki, korepetycje, zajęcia dodatkowe i pomoce naukowe. Na gadżety, które zastąpią nas i nasz czas - lalki, smartfony, tablety i rakiety. Z przerażeniem patrzymy na dziecko, którego problemów wkrótce nie znamy lub nie rozumiemy, a z mediów dobiegają informację o nastolatkach, którzy popełniają zbiorowe samobójstwa lub mordują rodziców.
A może uczyć dziecko w domu, skoro szkoła wcale nie rozwiązuje problemów tylko nakleja na nie klejącą taśmę? W "dzień wagarowicza" uczniowie uciekają z lekcji do parku. Z nauczycielem bywają tam sporadycznie. Domowa edukacja daje szanse na to, żeby przyrody dziecko uczyło się w lesie, muzyki na koncercie, a fizyki z tatą w warsztacie. Każdy dzień może być trochę jak "dzień wagarowicza". Tylko kto ma na to czas? No właśnie. Tych co mają zapraszam na spotkanie do Kofi&Ti, 28 marca 2015 roku o godzinie 19.00. Najlepiej z dziećmi...
Więcej informacji o spotkaniu - WEBINAR: Alternatywna Edukacja

piątek, 18 lipca 2014

Pocztówka z Milanowa

Dwór w Milanowie
Parę miesięcy temu przyjąłem zaproszenie na warsztaty malarsko-fotograficzne do pobliskiego Milanowa. Tym chętniej się zgodziłem, że zaproszenie podwójne (a w zasadzie potrójne), a zapraszająca - Jadwiga Ogłozińska - animatorka kultury z Parczewa to dusza człowiek. Takim ludziom się nie odmawia. Z takimi osobami współpraca to czystej wody przyjemność.
Pretekstem do tego felietonu jest bliskość w jakiej Milanów się znajduje i jego urok, a zarazem fakt, że jest nam w powiecie radzyńskim prawie w ogóle nieznany. Podobnie ludzie - animatorzy kultury, malarze i fotograficy. Tylko 25 kilometrów dalej, na rejestracjach samochodów zmienia się jedna litera i to tylko o jedną kreskę - zamiast LRA czytamy LPA, a ludzie już całkiem nowi i nieznani. W jednej chwili okazuje się jak wiele ciekawego nam ucieka, kiedy tak mocno skupiamy się na tym co u nas i wokół nas.
Postępując schematycznie pomyślimy - Milanów, tak blisko, co ciekawego może nas tam spotkać? Warto jednak sprawdzić i przekonać się jak uroczy park znajdziemy przy szkole i w jak malowniczym dworze się ona mieści. Warto przespacerować się uliczkami i obejrzeć drewniane chałupy - piękne i znikające bezpowrotnie z podlaskiego krajobrazu. Warto wsłuchać się w mowę ludzi, popatrzeć na ich życie.
Takich zachwytów mamy wokół siebie mnóstwo i w błędzie żyją ci, dla których synonimem wypoczynku jest wyjazd do Zakopanego albo do Łeby. Tam tylko czekają, żeby ich obedrzeć z grosza, wyprać poszewki, niedbale umyć widelce i przyjąć następnych letników. A wiecie jak wybornie smakują obiady gotowane przez kucharki z Milanowa?!

czwartek, 2 stycznia 2014

Noworoczne wyrzeczenia

W niedzielę po raz kolejny zagra WOŚP. Zbiórka na rzecz najmłodszych i najstarszych, na zakup sprzętu dla szpitalnych oddziałów noworodkowych i geriatrycznych. Radzynianie mimo ograniczonych możliwości chętnie włączają się we wspólne dzieło pomocy - czasem kosztem wyrzeczeń, ale lubią czuć się częścią dzieła - nawet jeśli ktoś tam straszy Owsiakiem czy innym genderem.
W Radzyniu tymczasem szpital odtrąbił sukces, a dyrektor pojawił się w miesięczniku Forbes z dumną miną zwycięzcy rankingu szpitali powiatowych. Wspaniałe jest to, że mamy ten sukces ex aequo ze szpitalem w Parczewie. Dlaczego? To dowód, że sukces ten to wyłącznie efekt wyrzeczeń - zarówno radzyńskich jak parczewskich. Nie jest to sukces polityków! Tam rządzi PiS-PSL, tu PO-PSL. Tam starosta bezpartyjny, tu z PSL. Podkreślam więc - sukces ten to wyrzeczenia personelu średniego i niższego szczebla, wyrzeczenia pacjentów w których obsługę się nie inwestuje i karmi tym co kuchnia jest w stanie przygotować za (strzelam!) złotówkę dziennie. Przyznam też, że ktoś ich wszystkich do tych wyrzeczeń nakłonił - i tu kapelusz w stronę Zawady. On to twarzuje - dziś odbiera gratulacje, a zbierze baty kiedy coś nie wyjdzie.
Najniżej jednak kłaniam się tym, którzy podejmują wyrzeczenia. Wierzę, że wszystko co oddane lub odczekane obraca się na korzyść. Truizm na dziś - nie można zjeść jabłka i mieć jabłka. Można przekroić na połowę.