Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyszłość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyszłość. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 16 kwietnia 2019

Nie poddajcie się, nie traćcie ducha. Stójcie prosto.

Na kartce spisałem grzechy polskiej szkoły:
  1. Przepełnione klasy.
  2. W jednej klasie i pod opieką jednego nauczyciela uczniowie o skrajnie różnych potrzebach rozwojowych i talentach.
  3. Brak możliwości rozwoju dla ucznia o indywidualnych potrzebach i predyspozycjach.
  4. Podstawa programowa skoncentrowana na wiedzy encyklopedycznej, a nie rozwoju umiejętności.
  5. Koncentracja na efektach nauki - ocenach, egzaminach, zaliczeniach, wg zasady Zakuć, zdać, zapomnieć.
  6. Nadmierna i bezsensowna biurokracja
  7. Z tych grzechów wynikają kolejne:
  8. Dużo zajęć domowych i konieczność pracy indywidualnej z rodzicami i korepetytorami
  9. Konieczność dźwigania do szkoły i do domu plecaków wypełnionych ciężkimi książkami
Znacie te grzechy? Z pewnością jest ich więcej. A może chcielibyście dopisać takie, które przeoczyłem? Wszystkie przybierają mniej lub bardziej skrajne formy, ale są obecne właściwie we wszystkich polskich szkołach.

Wszystkie łącznie wynikają z grzechu głównego: NIEDOFINANSOWANIE OŚWIATY! Ale czyj to grzech? Na pewno nie szkoły. To grzech nastających jeden po drugim rządów. I nie wskazuję jednego - winnego najbardziej. Każdy obiecywał zmiany. Ale tylko aktualny rząd z tak dużym animuszem rozdaje nasze pieniądze. Trudno dziwić się kolejnym grupom wyciągającym po nie ręce.

Co mogę poradzić jako rodzic? Uczyć dzieci w edukacji domowej! Czyli uciec od problemu. I to tylko wtedy, jeśli może sobie na to pozwolić i model taki mieści się w jego życiowej hierarchii wartości...
Co może zrobić nauczyciel? Sam może co najwyżej zmienić pracę. Zmienić pracę, albo trwać w letargu. Nie uwierzę, że są w Polsce nauczyciele zadowoleni z tego jak wygląda polska szkoła pod koniec drugiej dekady XXI wieku. Większość dobrze zna wszystkie felery systemu, narzeka pod nosem i siedzi cicho. Pozwalają upokarzać się na co dzień, pozwalają w przerażeniu również teraz. No bo jeśli nauczyciela może na egzaminie zastąpić każdy - od katechety po budowlańca - to czy nie jest to upokorzenie?

Są jednak tacy nauczyciele, którzy zaryzykowali utratę świętego spokoju. Znają wszystkie grzechy polskiej szkoły i powiedzieli - Dość! Najpierw w szkolnych referendach opowiedzieli się za strajkiem w oświacie, a potem nie poszli na zwolnienia, a zasiedli w komitetach strajkowych. Odważni inicjatorzy. Wykorzystali moment, w którym jakikolwiek strajk ma sens. W czasie egzaminów i na zakończenie roku szkolnego, a do tego w roku wyborczym, jest to na tyle upierdliwe, że mogło skończyć się sukcesem. Ale, o dziwo, rząd zrobił wszystko aby rozjechać nauczycieli walcem propagandy (TVP) i hejtu (trolling i pożyteczni w Internecie). I jest w tym cholernie skuteczny po trzech i pół latach ćwiczeń!

Ale czy nauczyciele przegrali? Nic podobnego. Przegrali może bitwę, ale wojna o stan oświaty trwa i przed nami cała masa większych i mniejszych potyczek. Po tym strajku nic już w oświacie nie będzie takie jak wcześniej. System albo się zmieni na lepsze, albo stanie się fikcją w której już nie część, nie większość, ale wszyscy nauczyciele będą pańszczyźnianymi wyrobnikami, idącymi po linii najmniejszego oporu. Szkoły będą szkolić tylko z nazwy. W rzeczywistości będą placówkami pseudo-edukacyjnymi i opiekuńczymi. Opiekunkom można płacić najniższe stawki. Mogą być niewykwalifikowane. Wykształcą biernych sfrustrowanych ludzi, bez pomysłu na siebie i swoje życie.
Ja takiej szkoły nie chcę. Dlatego popieram postawę odważnych, strajkujących nauczycieli.
Nie poddajcie się, nie traćcie ducha. Stójcie prosto.

środa, 22 lutego 2017

Radzyń do rewitalizacji!

Fot. Pałac Potocich (http://lublin.tvp.pl/)
Są momenty, kiedy trzeba się spierać, ale nie brakuje i takich, kiedy trzeba się WSPIERAĆ. Wczoraj (21.02.2017) ruszyły, nieco już spóźnione, konsultacje Miejskiego Programu Rewitalizacji. Na spotkaniu podano sporo informacji. W tym kilka ważnych. Na przykład taką, że propozycje działań i inwestycji, które zostaną włączone do treści tego strategicznego dokumentu można składać TYLKO do przyszłego wtorku - 28 lutego 2017! Czyli konsultacje potrwają aż (sic!) tydzień.
Czas więc odłożyć na bok spory i zastanowić się, co powinno znaleźć się w tym Programie aby Radzyń zrewitalizować? (O to czemu robimy to w pośpiechu i mamy tylko tydzień na te propozycje zapytam potem).
Co ważne: rewitalizacja to nie tylko odbudowa i remont. To szerszy zakres działań. Wśród nich szczególną wagę mają działania wzmacniające społeczności, ich integrację i rozwój.
Co Waszym zdaniem jest w tej sferze w Radzyniu niezbędne? Czego brakuje aby za 10 lat to miasteczko było dobrym miejscem do życia? Piszcie w komentarzach, piszcie prywatnie albo dzwońcie do mnie. Chciałbym wnieść do tego dokumentu jak najwięcej treści i wniosków płynących od mieszkańców Radzynia.

UWAGA! W ramach konsultacji zaplanowano spotkania warsztatowe na których będzie można dodać swoje pomysły i wysłuchać innych (jak mniemam także odnieść się do nich). W piątek, 24 lutego o 14.00 w sali UM odbędzie się spotkanie na organizacji pozarządowych - będę na nim i ja - zapraszam. O godzinie 16.00, tego samego dnia, zaplanowano spotkanie dla przedsiębiorców. Natomiast we wtorek, 28 lutego o godz. 11.00, zaplanowano - również w formie warsztatów - spotkanie otwarte zamykające konsultacje. Bądźcie tam! Jak to bowiem napisano "na zachętę", na stronie internetowej urzędu, cytując burmistrza: - Pamiętajmy, że nieobecni nie mają racji. Jestem przekonany, że jeśli Was zabraknie w stosownym momencie będzie to przypomniane.


Ciekawostka z prezentacji (na slajdzie): "Należy wyeliminować możliwość realizacji wybiórczych inwestycji, nastawionych jedynie na szybki efekt poprawy estetyki przestrzeni, skupionych tylko na działaniach remontowych czy modernizacyjnych. Tym samym, istotne jest, by nie powstawały „pseudoprogramy” rewitalizacji, które nie służą rozwiązaniu problemów społecznych i strukturalnych w obszarze zdegradowanym, w jego otoczeniu i w całej gminie". Jak myślicie - w Radzyniu powstanie "Program" czy "Pseudoprogram"? Postarajmy się wspólnie aby jednak to pierwsze!

Linki dla bardziej zainteresowanych:
1. Prezentacja z wczorajszego otwartego spotkania informacyjnego
2. Fiszka projektowa (formularz zgłaszanego pomysłu)
3. Strona internetowa dotycząca Programu Rewitalizacji dla Radzynia Podlaskiego: http://www.rewitalizacjaradzyn.lfie.pl/
4. Relacja ze spotkania w UM

czwartek, 17 września 2015

Lekcja przedsiębiorczości

Pracując w szkole człowiek obserwuje różne sytuacje. Znają Państwo jakiegoś nauczyciela? Z pewnością potwierdzi. Ja widziałem na przykład dzieci jedzące cukier. Kupowały go w sklepiku w kolorowych woreczkach i wsypywały wprost do buzi. Innym razem widziałem bezpłatne jabłka, które szkoła dostała z banku żywności. Chętnych do ich jedzenia nie było wielu. Za to chipsów, batonów i słodkich napojów młodzież pochłaniała bez liku. Wszystko zdaje się jednak mieć granice (poza obwodem pasa). 1 września w szkołach zakazano sprzedaży "śmieciowego" jedzenia. Szkolny handel umarł, bo okazało się, że osoby prowadzące sklepiki niczego innego sprzedawać nie potrafią.
***
Kilka dni temu spotkałem czterech chłopców, których kiedyś miałem okazję uczyć. Świeżo upieczeni gimnazjaliści: Adrian, Hubert, Michał i Paweł. Wymyślili, że dzięki pomocy kogoś dorosłego otworzą w szkole własny sklepik, w którym będą sprzedawać owoce, naturalne soki, kanapki i zdrowe przekąski. Wzięli sprawy we własne ręce, zachwycili mnie swym pomysłem i  entuzjazmem. Zamyśliłem się... Przypomniałem sobie ósmą klasę. Zazdrościłem wtedy koleżankom, które na przerwach, zdobywały pierwsze doświadczenia młodych ekspedientek w sklepiku, który prowadził wuefista.
***
Kiedy wróciłem do rzeczywistości spojrzałem na chłopaków i czułem już się jak to się skończy. Krótko wyjaśniłem co to biznesplan i poprosiłem o telefon kiedy go przemyślą i porozmawiają z kimś w szkole o swoim pomyśle. Nie myliłem się. Minęło kilka dni i chłopcy poddali się na starcie. Okazało się, że w szkole przyjdzie im płacić czynsz, a poza tym "na pewno ktoś ich okradnie i w sumie to powinni zająć się nauką". W domu jeden z ojców "roztropnie" zadeklarował, że da młodemu stówkę jeśli ten da sobie z pomysłem spokój...
To się nazywa "lekcja przedsiębiorczości". Pozostaje tylko mieć nadzieję, że młodzi szybko o niej zapomną.

Ojej! A w Legionowie uczniów nie okradli...
http://www.zsp2.legionowo.pl/gimnazjum/sklepik_szkolny

środa, 26 sierpnia 2015

Koncert życzeń w sali balowej

Z niecierpliwością i ciekawością czekałem na to co urodzi doradcze ciało Burmistrza, czyli zespół ds. zagospodarowania pałacu Potockich pod wodzą Roberta Mazurka. Zastanawiałem się co to za ciało będzie i jaki rodzaj gimnastyki przyjdzie mu uprawiać. W spotkaniu udało mi się wziąć udział, i to mimo rajdu terenowego, który zafundował przewodniczący. W ostatniej chwili zmienił on bowiem miejsce zapowiadanego zebrania. Może właśnie dlatego zabrakło na nim wielu przedstawicieli mediów?
Na szczęście nie zabrakło zainteresowanych partycypacją w decyzjach dotyczących przyszłości pałacu. Ich ilością i przebiegiem dyskusji Robert Mazurek był wręcz zaskoczony. Po obchodzie pałacowych komnat uczestnicy zasiedli w kręgu i rozpoczął się koncert życzeń. Moim zdaniem na spotkanie wyraźnie zabrakło pomysłu. Gdyby taki był, osoby uczestniczące w zebraniu wychodziłyby z przekonaniem, że coś udało się wypracować. A tak dostaliśmy jedynie sygnał, że kolejna narada będzie w węższym gronie, a ustalenia poznamy za miesiąc lub za dwa. Dobrze, że Burmistrz w porę szepnął, że grona zawężać nie należy.

Moja propozycja: na kolejnym spotkaniu ćwiczymy barokowe tańce.
Słysząc te zapowiedzi ja również zdecydowałem się złożyć pałacowi życzenia od siebie. Pomyślałem bowiem, że kolejnej okazji może nie być. Życzę więc pałacowi, żeby podejmowane w nim działania były śmiałe i nowoczesne. Tylko takie przyciągną zainteresowanie - mediów, turystów i inwestorów. Tylko takie pobudzą nasze miasto i gospodarkę.
Zespołowi życzę zaś, żeby (choć tylko doradczym) był ciałem z krwi i kości. Z pomysłem na siebie, siłą i energią. Nie życzę mu zaś, żeby stał się listkiem figowym pod którym kryć się będą nieporadne działania władz.

czwartek, 30 lipca 2015

Polityka psuje lokalną rzeczywistość

W najnowszym numerze Wspólnoty z 28 lipca 2015 roku znajdziecie rozmowę na którą namówił mnie Tomek Nieśpiał, redaktor naczelny tygodnika. Jak sam to określił jest to rozmowa 30-latków, o 30-latkach i dla (choć nie tylko) 30-latków. Wyszło w największej mierze o życiu w małym miasteczku... Jeśli macie ochotę przeczytać to zapraszam do Wspólnoty (wciąż w sklepach) lub na podlasiesiedzieje.pl, gdzie zmieniono tytuł. Rozmowa ta sama :)

piątek, 17 lipca 2015

Młodzieżowy król z Albanii

Wczoraj odkryłem (przyznaję to z odpowiednim wstydem), że jestem ostatnią osobą, która nie wie co to Gang Albanii. Obserwowałem w Internecie zdjęcia młodych osób tnących sobie nożami policzki. Zamieszczają zdjęcia człowieka o złotych zębach i białkach oczu wytatuowanych na czarno, który nazywa siebie królem Albanii. Ale do głowy mi nie przyszło, że mógłby to być idol jakiejś większej grupy. Patologia - myślałem... Ale tylko do wczoraj.

Oryginalny "Król Albanii" z filmu
"Przyjęcie na 10 osób + 3", rok 1973.
Wczoraj zrobiłem mały test. Zapytałem dwie pierwsze napotkane gimnazjalistki (na oko miały po 13 lat) czy znają Gang Albanii. Zaskoczone i zmieszane przyznały, że znają. Chwilę później zapytałem o to samo napotkaną panią w średnim wieku. Zaprzeczyła... Może więc niech i Państwo zapytają swoje dzieci, czy na dyskotekach, albo na spacerach z koleżankami nie podśpiewują słów ich piosenek. Bo coś mi się zdaje, że jednak nie jestem ostatnim, który ich nie znał. Może do zainteresowania się tym co na słuchawki smartfona wrzucają małoletni zachęcą Państwa strofy pieśni:
Wjeżdża tu za nami dzika ku*wa z szampanem
Wchodzę w ten sztos, nie mów jak mam żyć
Idziemy się naje*ać i obić komuś ryj
Śmieje się król i błyszczą mu się kły

(Gang Albanii – Narkotykowy odlot)

Podoba się?
Inne pieśni są mocniejsze. Chciałem oszczędzić zgorszenia.
Ale żeby nie było, że wół cielaka nie pamięta. 20 lat temu też byli artyści, którzy w równie mało wyszukany sposób szokowali. Nagły Atak Spawacza czy Liroy to klasyczne przykłady. Jednak, żeby ich posłuchać trzeba było muzykę przegrać z przegrywanej kasety kolegi. Dziś nikt nie słucha kaset ani płyt. Gang Albanii ma jednak ponad 50 milionów wyświetleń. W Interncie! Dzisiaj dzieciaki mają tam wszystko na wyciągnięcie ręki. Mądrość i piękno ale też patologię i syf. Zgadnijcie co pcha się po ich uwagę jak chytra baba z Radomia po 3 cytryny? Nie wiecie o czym mówię? Kończcie zatem czytanie Internetu i pogadajcie z dzieckiem. Może Wam wytłumaczy?
***
Władze Kraśnika, w przypływie opieki Matki Boskiej, której kilka miesięcy temu zawierzyły miasto, doprowadziły do odwołania koncertu Gangu Albanii. Czy mocy Jezusa, któremu powierzono Radzyń, wystarczy na odwołanie koncertu tej grupy, który zaplanowano na najbliższy weekend w jednej z podradzyńskich dyskotek?

niedziela, 5 lipca 2015

Pałac na kredyt zaufania

No i stało się! - rzekł redaktor "Panoramy" w TVP Lublin. Radzyń Podlaski stał się właścicielem pałacu Potockich - tysięcy metrów kwadratowych zabytku klasy zerowej, do kapitalnej restauracji i hektarów parku do rewitalizacji. Dobrze się stało!
To nie fotomontaż. To autentyczna fotka
z 4 lipca. Może właśnie tak uda nam się
utrzymać pałac - oblepiając go reklamami?
Można teraz wykorzystać pałac jako dźwignię dla Radzynia. Bo fakt, że mamy w mieście ten pałac, a teraz stajemy się jego właścicielami, to szansa, której nie wolno zmarnować. Sporo wskazuje, że tak się jednak stanie. Burmistrz pakuje nas w sytuację, w której pałac tkwił przez dziesiątki lat. Wprowadzi do pałacu urząd, szkołę i państwową instytucję. Będąc właścicielem miasto poniesie odpowiedzialność za bieżące utrzymanie i remonty. O rozwoju możemy zapomnieć. Wystarczy spojrzeć jak wyglądał "rozwój" przez lata w których "pewnym płatnikiem" był sąd i archiwum. Spójrzmy też na prognozy demograficzne i zastanówmy się ilu znajdzie się chętnych do nauki w szkole muzycznej drugiego stopnia? Kogo przyciągnie do Radzynia pałac z archiwum i szkołą muzyczną?
Nie straszny dla mnie prezydent Duda, premier Szydło, a nawet burmistrz Rębek. Ale zmarnowanie pałacu poprzez upchniecie tam instytucji, których istnienie nie poprawi gospodarki miasta to już powód do pakowania walizek. Za chwilę przekonamy się, że takie wykorzystanie pałacu to strategiczny błąd.
Szkoda, że radzyńskiemu demiurgowi tak łatwo przychodzi wydawanie publicznych pieniędzy. Archiwum, szkołę, dom kultury opłacimy my: podatnicy. W ostateczności mieszkańcy Radzynia sami sfinansują koszty utrzymania pałacu. Z mniej lub bardziej ukrytych podatków. Już dziś rezerwa budżetowa, którą miasto przeznaczyć powinno na wyjątkowej natury potrzeby mieszkańców, usuwanie skutków klęsk żywiołowych, niespodziewanych wypadków czy zagrożeń, trafiła na wkład własny kosztu renowacji pałacowych rzeźb.
Ale nie w tym sęk, żeby tylko krytykować. Pałac jest własnością miasta i trzeba pomóc w znalezieniu na niego najlepszego pomysłu. Takiego do którego nie będziemy musieli dopłacać. Takiego, który przyniesie nam zysk. To możliwe, tylko skąd mogą mieć takie pomysły ludzie, którzy całe życie pracowali na państwowych stołkach, w urzędach, szkołach i instytucjach? Żeby choć chcieli mieć... Niebawem się przekonamy dokąd to wszystko zmierza - ile pieniędzy na pałac pozyska Anna Wasak, jakie pomysły wypracuje zespół Roberta Mazurka i co z tym zrobi Burmistrz. Żeby tylko rozmawianie z ludźmi nie przychodziło im z takim trudem.

czwartek, 4 czerwca 2015

Co po Grocie?

Zdobyłem ostatni numer Grota. Smutny numer, z ciemną okładką i bez słowa pożegnania. Pozornie nic w nim końca nie zapowiada, a jednak wszyscy wiedzą, że właśnie nadszedł. Nie sposób polemizować z faktami które stały za złą kondycją w jakiej znajdowała się gazeta. Zbyt wysokie koszty, ograniczenie społecznej i kulturalnej misji pisma, polityczny gorset wynikający z podziałów w radzyńskiej kulturze i innych przestrzeniach miejskiej tkanki - to wszystko wymagało naprawy. Ale żeby tak nagle? Jednym ostrzem gilotyny ściąć dwie głowy i 18 lat dorobku? To jeszcze odwaga, czy już przejaw braku szacunku wobec poprzedników i po prostu wszystkich myślących w inny sposób? Może wystarczyło stworzyć gazecie nowe ramy i wyzwania, które pozwoliłyby poprawić jej stan, wizerunek i ograniczyć koszty? Jak z nieułożonym i krnąbrnym psem, który w zapewnieniach hodowcy miał być przyjacielem rodziny, wiernym i pokornym towarzyszem spacerów, do tego czystym i jedzącym bardzo niewiele. Co zrobić, kiedy okazuje się, że cały czas warczy, śpi na kanapie, śmierdzi i okropnie dużo żre? Wywieźć do lasu, uśpić? A może zatrudnić trenera, który popracuje nad jego ogładą (Paweł Żochowski - nowy dyrektor ROK - mógł nim chyba być?), a samemu zastanowić się jak najlepiej wykorzystać wszystkie atuty jakie posiada? (Niezależnie od tego jak ich mało).
Natura nie lubi próżni. Wszyscy, którzy lubili Grota i jego lepsze strony być może będą jeszcze mieli co czytać. Wróble ćwierkają, że przynajmniej w kilku głowach pojawiły się różne pomysły. Wszystko wskazuje więc na to, że z wielu realnych problemów, jakie gnębiły Grota, diagnoza o wyczerpaniu formuły jest chybiona. Tylko co wypełni tę lukę? Co po Grocie?

poniedziałek, 23 marca 2015

Siusiumajtki z kipą pod nosem

(Żadne dziecko nie ucierpiało
podczas pisania tego tekstu)
Jakie wrażenie zrobiły na Państwu doniesienia ze szkoły w Szczodrem i z przedszkola w Parczewie? Nauczycielki za metodę wychowawczą obrały tam zaklejanie uczniom ust taśmą klejącą. Mi przypomniała się scena z III klasy podstawówki. W akcie desperacji jedna z nauczycielek właśnie tak postanowiła okiełznać wyjątkowo niesfornego kolegę imieniem Kajtek. Sytuacja była jednorazowa, wszyscy się z tego śmialiśmy. Kajtek też. Nikt nas nie terroryzował, nie wyzywał od tych "z kipą pod nosem" i "siusiumajtków". Na Śląsku było inaczej. Dzieci mimo to nie skarżyły się rodzicom. Bały się, że i tak nikt im nie uwierzy. Rodzice nawet jeśli coś podejrzewali - bagatelizowali problem.
Często naszym marzeniem jest wychować dzieci na ludzi asertywnych, pewnych siebie i odważnych. Póki jednak są dziećmi oczekujemy pasywności, podporządkowania i w kółko im powtarzamy "bądź grzeczny!". O tym jak ma się jedno do drugiego nie myślimy wcale lub kiedy jest już za późno.
Posyłamy dzieci do szkoły licząc, że nauczyciele rozwiążą problemy za nas. Sami zaś oddajemy się zarabianiu pieniędzy. Potrzebnych na podręczniki, korepetycje, zajęcia dodatkowe i pomoce naukowe. Na gadżety, które zastąpią nas i nasz czas - lalki, smartfony, tablety i rakiety. Z przerażeniem patrzymy na dziecko, którego problemów wkrótce nie znamy lub nie rozumiemy, a z mediów dobiegają informację o nastolatkach, którzy popełniają zbiorowe samobójstwa lub mordują rodziców.
A może uczyć dziecko w domu, skoro szkoła wcale nie rozwiązuje problemów tylko nakleja na nie klejącą taśmę? W "dzień wagarowicza" uczniowie uciekają z lekcji do parku. Z nauczycielem bywają tam sporadycznie. Domowa edukacja daje szanse na to, żeby przyrody dziecko uczyło się w lesie, muzyki na koncercie, a fizyki z tatą w warsztacie. Każdy dzień może być trochę jak "dzień wagarowicza". Tylko kto ma na to czas? No właśnie. Tych co mają zapraszam na spotkanie do Kofi&Ti, 28 marca 2015 roku o godzinie 19.00. Najlepiej z dziećmi...
Więcej informacji o spotkaniu - WEBINAR: Alternatywna Edukacja

poniedziałek, 16 marca 2015

Z Jakubowskim przegrać, to jak wygrać...

A. Wasak. Portret pędzla A. Warhola.
...mogłaby powiedzieć Anna Wasak (moja konkurentka w wyborach do rady) obejmując posadę asystenta burmistrza Rębka. Fucha to nie byle jaka, bo wielofunkcyjna. Rzecznik prasowy, pośrednik między urzędem miasta a domem kultury, no i wreszcie główny zarządca, marketingowiec i fundraiser* pałacu Potockich. Jako radna mogłaby liczyć na nieco ponad 500 złotych. Jako asystentka weźmie co najmniej trzy tysiące. Można więc zaryzykować, że opłaciło się przegrać. 
Pani Aniu! Winszuję błyskawicznego awansu i życzę, żeby pałac ostatecznie przeszedł w ręce miasta, bo póki nie przeszedł, to nie ma czym zarządzać... No właśnie! Co prawda uczę się dopiero "wielkiej polityki", ale za to od najlepszych. Burmistrz Rębek mówił na ostatniej sesji, że miasto nie może wydawać pieniędzy na nieswoją własność. Zatem przydałoby się nam już to przejęcie, bo przecież nie będzie Pani zdobywać milionów na pałac, który nie jest nasz własny, tylko państwowy. Burmistrz mówił wręcz, że byłoby to niezgodne z prawem.
Z tego samego powodu nie przychylił się też do wniosku radnego Roberta Mazurka, który podsunął pomysł powołania grupy roboczej, poszukującej najlepszego pomysłu na pałac. Uznał, że póki pałac nie należy do miasta, praca takiego zespołu nie ma sensu. Nieśmiało więc pytam - jaki sens ma zatrudnianie fundraisera i zarządcy dla obiektu, który nie jest własnością miasta? Cóż za żelazna logika i konsekwencja?
Pani Aniu! Będzie o czym pisać. Wiersze też!
*fundraiser - osoba odpowiedzialna za pozyskiwanie pieniędzy z zewnętrznych źródeł.

czwartek, 19 lutego 2015

Skurcz Radzynia

Edvard Munch, "Krzyk"
W latach 2009-­2014 z Radzynia zniknęło 575 osób. To blisko 4%! Jeśli przyjąć, że w jednym mieszkaniu w bloku mogą mieszkać średnio trzy osoby (np.: rodzice z dzieckiem), a blok ma 60 mieszkań, to w ciągu pięciu lat opustoszało nam 180 mieszkań. Trzy bloki!
Statystyka nie uwzględnia tych, którzy pracują i mieszkają gdzie indziej, a w Radzyniu są tylko zameldowani. Oni do Radzynia nie wrócą, a rozstaną się z nami na dobre. Duże miasta wprowadzają bowiem "karty mieszkańca", które dla osób zameldowanych, czyli płacących podatki, gwarantują zniżki i przywileje. To może spowodować, że radzynianie mieszkający w Warszawie już niedługo staną się warszawiakami.
Co to znaczy dla nas? Więcej miejsc pracy? Więcej mieszkań na rynku? A może więcej lokali na wynajem? To wszystko pozory. Zmniejszenie liczby mieszkańców to mniej dzieci, które chodzą do szkół, mniej osób kupujących w małych sklepach, pijących kawę w Kofi&Ti, noszących ubrania do pralni, naprawiających samochody i chodzących do fryzjera. To skurcz dla lokalnej gospodarki, która żeby się rozwijać potrzebuje mieszkańców. Takich, którzy zarabiają jak najwięcej i wydają pieniądze tu - nie w angielskim, niemieckim, czy portugalskim markecie. Żeby gospodarka kwitła pieniądz musi krążyć!
Mniej mieszkańców to niższe wpływy z podatku dochodowego i szczuplejszy budżet miasta. W Radzyniu co czwarta złotówka pochodzi z podatków od dochodu osób fizycznych. Niestety tylko co drugi podatnik, z których każdy dokłada do miejskiej kasy ponad tysiąc złotych, zarabia te pieniądze w naszym mieście. Reszta pracuje gdzieś w Polsce lub świecie. Co będzie kiedy liczba podatników zmniejszy się o połowę? Mówi się w Radzyniu o budowaniu socjalnych mieszkań. Dla kogo,­ skoro „trzy bloki puste”? No i kto to sfinansuje? Może więc najpierw pomyślmy o tym jak ściągnąć do miasta ludzi młodych i zaradnych?
* Informacje pisane pochyłym drukiem pochodzą z prezentacji Anety Dobroch i były prezentowane na styczniowej sesji Rady Miasta.

W piątek, 20 lutego 2015 r. zapraszam do Kofi&Ti na dyskusję na temat polityki prorodzinnej. Więcej o wydarzeniu: https://www.facebook.com/events/1407432986225262/

niedziela, 1 lutego 2015

Pałac wzięty!

Taki pomysł - renowację rzeźb
sfinansują radni PiS, a rzeźby dostaną
ich twarze. Dobry?
Radni Radzynia wyrazili wolę, a burmistrz tę wolę wypełni i pałac Potockich wreszcie będzie nasz - znaczy miasta. Wcześniej też był nasz, ale mniej, bo państwowy, czyli wspólny. A w Polsce jak coś jest wspólne, to w sumie niczyje. Można wziąć i nie oddać, można nie dbać i się nie martwić. Martwić się trzeba o siebie i swoje. No to będziemy mieć pałac nasz i niczyj więcej. I dobrze! Myślenie logiczne, ale niekompletne. 
No bo co teraz? Co jak już pałac będzie wreszcie bardziej nasz niż dotychczas? Ano przyjdzie pokazać jakimi jesteśmy gospodarzami. Jak potrafimy zadbać o zabytek i jego otoczenie. Jak wykorzystać jego wszystkie atuty, jak sprawić by był dla Radzynia szansą i sprężyną, a nie kłopotem i obciążeniem.
Burmistrz wie i nie zamierza drapać się w głowę - większa szkoła muzyczna, archiwum, ośrodek kultury. Radni PiS mu wierzą i gratulują polotu. Ja śmiem mieć wątpliwość, więc pytam - przejąć pałac i co dalej? Propozycje Rębka być może pozwolą na opłacenie części bieżących kosztów, ale na nic więcej. Wiem, bo Radzyń już to przerabiał. Przez całą drugą połowę XX wieku w pałacu rezydowali różni książęta, sędziowie, urzędnicy, nauczyciele i pomagierzy. Efekt widać dziś. Straszące i zdewastowane wnętrza, zaniedbany dziedziniec, zrujnowany park, zniszczone rzeźby.
 Dlaczego teraz mieliby dokładać? Bo poprosi ich burmistrz? Wolne żarty! Do pałacu nie dołoży nikt, kto nie będzie miał z tego korzyści, więc ani szkoła, ani archiwum, ani ośrodek kultury. Będą siedzieć, pić kawę i czekać... 
Przez lata nawet pies z kulawą nogą nie przychodził do pałacu jeśli nie musiał, a teraz niby przyjadą turyści? Przyjadą i zostawią kasę w naszym gasnącym miasteczku?
Kiedy ojciec Ignaca Potockiego - Eustachy - stawiał sobie w Radzyniu rezydencję chciał, żeby z podziwu przyjezdnym oczy na wierzch wychodziły. I tak było! Kiedy Szlubowski stracił finansową płynność, a pałac podupadł, postanowił oddać go państwu. I tak się stało! 100 lat później miasto dalekie jest od finansowej stabilności, stan pałacu martwi, a burmistrz i radni biorą go na barki mieszkańców. I to bez żadnego sensownego pomysłu na to jak czerpać z pałacu korzyści. Nie ma pomysłów, więc korzyści też nie będzie. Będą koszty!


Więcej o pałacu - wpis z 13 lutego 2014 r. pt. "Pałac psu na budę"

wtorek, 18 listopada 2014

Wiedzą lepiej

Pewien uczeń radzyńskiego LO opowiedział mi historię sprzed kilku dni.
- Obudziłem się jak co dzień. Po porannej toalecie, śniadaniu i szybkim spakowaniu potrzebnych rzeczy, ruszyłem w drogę do szkoły. U progu LO zatrzymałem się zdziwiony. W miejsce starych, masywnych, drewnianych i pięknych drzwi, wstawiono plastikowe, przeszklone i nijakie. Ale jak to? Kto i gdzie zabrał drzwi, które były przecież takie... klimatyczne, kojarzące się z powagą, historią... takie radzyńskie. No to były odpowiednie drzwi dla tego miejsca. A teraz? Jak do szpitala, albo na klatkę schodową w bloku. To już nie to samo. Inni też woleli te stare, piękne drzwi, ale nikt nas nie zapytał.
W tle "stara karczma",
a na pierwszym planie dwa patyczki -
- jakby prosto ze świerkowej szkółki.
Rosły pięknie przez wiele długich lat...
A to moja historia z poprzedniego wtorku.
Rankiem, jak co dzień, wyszedłem po świeże pieczywo na śniadanie do pobliskiego PSS-u. Przechodząc przed "grzybkiem" coś zwróciło moją uwagę. Przy placu Potockiego, przed starostwem coś było nie tak. W pierwszej chwili nie wiedziałem o co chodzi, ale już w drugiej wiedziałem doskonale. Dostojny świerk, który od lat pięćdziesiątych zdobił plac, dawał cień i nadawał charakter temu miejscu zniknął. Na starej fotografii, na której w miejscu starostwa stoi dawna żydowska karczma, drzewko to było ledwie patyczkiem ze szkółki, wetkniętym w nowe miejsce. - Po co go wycięto? - zapytałem robotników. - Podobno ma tu być fontanna - odpowiedzieli i wrócili do pracy. Czy ktoś Państwa pytał czy zamiast cienia wiekowego drzewa wolą Państwo fontannę?
Na śniadanie wróciłem chwilę spóźniony. Kawa trochę już przestygła. Ale obok powalonego drzewa nie mogłem przejść obojętnie. Należało mu się pożegnanie. W sklepie za to spotkała mnie miła niespodzianka. Chleb żytni - nowość. Wyśmienity! O to czy chciałbym taki jeść na śniadanie też niby nikt nie pytał, ale coś mi mówi, że zrobiono go właśnie z myślą o mnie.
Szkoda, że nie wszystko może być właśnie tak... z myślą o kliencie, o mieszkańcu, o uczniu? Niektórzy myślą, że... wiedzą lepiej.

piątek, 24 października 2014

Nie jestem krową

Mu!
Zmieniłem zdanie, a podobno tylko krowa go nie zmienia. W związku z tym wiem już, że krasulą nie jestem. Nie jestem też wielbłądem i nie będę się z tego tłumaczył. Po namowach i przemyśleniach postanowiłem kandydować w nadchodzących wyborach samorządowych do radzyńskiej Rady Miasta. Jednak! Ciekawi dlaczego?
To proste! Wybory samorządowe to NAJWAŻNIEJSZE ze wszystkich politycznych wyborów jakich dokonujemy! To one decydują o tym w jakim żyjemy otoczeniu, jakie mamy w codziennym życiu udogodnienia, czy nasze dzieci mogą się dobrze rozwijać, czy nasza miejscowość pięknieje i chętnie odwiedzają ją turyści. Naprawdę! O Radzyniu nie decyduje poseł (choć prywatnie mógłby się zaangażować, a tego nie robił), ani prezydent.
16 listopada zdecydujemy o tym w jakie ręce powierzymy stery naszego stateczku pod banderą z niedźwiadkiem. I nie muszą to już być te same ręce. Ani te, które dziś ster trzymają, ani te, które od lat jedynie się do niego pchają. Do gmin głosujemy w okręgach JEDNOMANDATOWYCH. To rewolucja! Głosów nie zgarnie żaden cwaniak z jedynką na liście, bo nie ma list. Otrzyma je dokładnie ta osoba na którą Państwo zagłosują. Warto więc zaufać osobom, które niezależnie od polityki działają od lat, zdobywają pieniądze, doświadczenie i mają energię. A takich osób jest w Radzyniu trochę. Nie wszystkie jeszcze odważyły się pójść w politykę, bo słowo to jest dziś tak obrzydliwe jak niewiele innych. Ale ziarnko do ziarnka a przebierze się miarka.

czwartek, 11 września 2014

Po wyborach latarnie zgasną o 22

Rys. Marek Lenc
8 września upłynął termin rejestrowania komitetów wyborczych na zbliżające się samorządowe wybory. Poziom ekscytacji rośnie i rosnąć powinien. I to nie tylko wśród "zainteresowanych" - kandydatów i osób związanych z polityką. Ekscytować powinni się wszyscy, bo oto mamy wpływ na to kto dowodzić będzie naszą gminą/miastem/powiatem przez najbliższe lata. Wpływ tym bardziej realny, że po raz pierwszy od dawna wybieramy w okręgach jednomandatowych. Znaczy to tyle, że komitet wystawia w okręgu jedną osobę. Jeśli wygra ona ilością głosów z kandydatami innych komitetów bierze mandat. Proste! Do rad wejść powinni skuteczni i rozpoznawalni działacze. Nie będą się już liczyć pozycje, listy i lokomotywy. Liczyć się będzie co reprezentujesz i czy jesteś skuteczny.
W Radzyniu rozpoczęły się prezentacje, konferencje i coming-outy. Jedni aspirują do miana rajcy miejskiego, inni powiatowego, a jeszcze inni mierzą wyżej - w stołek burmistrza. Najważniejsze są jednak pomysły na zmiany i działania mające poprawić nasz byt. O tych póki co słyszymy niewiele. Jeden znam i się z Państwem podzielę. Autorem jest kandydat na radnego, którego nazwiska nie wspomnę. Pomysł ów to propozycja aby "w ramach oszczędności w Radzyniu gasić latarnie o godzinie 22.00". Może to kwestia młodego wieku - zarówno autora pomysłu jak i moja - ale tak dramatycznie głupiego pomysłu nie słyszałem już dawno. Całkowite oderwanie od rzeczywistości i brak wyobraźni. Będzie ciekawie drodzy Państwo, oj będzie!
I na koniec o sobie - nie zamierzam kandydować w nadchodzących wyborach. Wybrałem inny sposób na działanie. Będę dalej pisał felietony. Jedni się ucieszą, inni zmartwią. Jedni uśmiechną, a inni popukają w czoło. Jednym pomogę, a innym napsuję krwi. A Państwu być może postaram się pomóc podjąć najlepszą decyzję.

czwartek, 21 sierpnia 2014

Wisznicka lekcja

Wernisaż "Krajowej 63-ki"
w Wisznicach.
Na początku sierpnia, wspólnie z grupą zaprzyjaźnionych artystów, otworzyliśmy kolejną odsłonę naszej wystawy malarstwa pt. "Krajowa 63- ka". Tym razem pojechaliśmy do Wisznic, gdzie na zaproszenie wójta - Piotra Dragana - zainstalowaliśmy się w Centrum Kultury Chrześcijańskiej. Malowniczy stary kościółek na wzgórzu w samym centrum miejscowości. Jeszcze 5 lat temu był zniszczonym, nieużywanym zabytkiem, na który szukano pomysłu. I znaleziono... a wraz z nim blisko milion złotych na remont.
Niestety jest to drugie, po Gminnym, Centrum Kultury w Wisznicach, więc i jego rola w miejscowości zepchnięta jest na drugi plan. Wydarzenia odbywają się w nim okazjonalnie - raz na kilka, kilkanaście tygodni. Efekt? Wilgoć w budynku spowodowała poważne uszkodzenia podłogi, którą po 5 latach od oddania trzeba zapewne wymienić. Być może tak poważna degradacja wynika też z innych powodów związanych z projektem i wykonaniem remontu? Tego nie wiem.
Wiem natomiast jedno. I tego nauczyła mnie wizyta w tym pięknym miejscu w Wisznicach. Pomysł i pieniądze to nie wszystko, aby tak duże przedsięwzięcie trwało, cieszyło i przynosiło korzyści. Potrzeba jeszcze ludzi, którzy wypełnią takie miejsce, którzy uznają je za ważne i potrzebne.
W Radzyniu Podlaskim stoi pałac Potockich równie pusty, zniszczony i proszący o pomysł i pieniądze, co kościół w Wisznicach przed laty. Same pomysły, nawet najlepsze, nie wystarczą. Muzea, hotele, galerie nie udadzą się nie tylko bez pieniędzy, na których brak łatwo złorzeczyć. Równie ważna jest społeczna akceptacja dla pomysłu i zaangażowanie ludzi, którzy przyjdą i pomogą, kiedy będzie tego potrzeba. Albo zaprzęgną konie i zaorają, jak już dach się zapadnie, a na dziedzińcu wyrosną pokrzywy.

czwartek, 24 lipca 2014

FMONANESS, czyli trzy razy to samo

Multipoziomowa piramida korzyści,
czyli cała prawda o "biznesach"
To będzie felieton bez nazwisk i bez nazw. Mają się Państwo domyślić albo nie dowiedzieć wcale. Ale proszę Was - zachowajcie czujność. "Okazja" nie śpi! 
W przeciągu ostatniego półrocza zadzwoniło do mnie lub odwiedziło trzech kolegów. Ja znam ich trzech, oni siebie nie. Każdy przyszedł osobno i niby w innej sprawie, ale każdy był tak samo tajemniczy, a spotkanie z nimi przeradzało się w podobną sytuację. Każdy przyszedł mi pomóc - zarobić więcej, rozkręcić biznes lub go poprawić. Pierwsza firma chciała mi sprzedać syrop - cudowny syrop! Druga produkty wszelkie, ale w ekskluzywnej jakości i cenie. Trzecia chciała mi sprowadzić tabuny nowych klientów jeśli zainwestuję jedyne 10.000 złotych! Wszyscy na swych internetowych profilach chwalą się zdjęciami ze szkoleń, wizyt w hotelach i restauracjach. Widziałem też zdjęcia przy drogich samochodach. Taka nadzieja na lepsze życie.
Na moje pytania - co jeśli syrop mnie nie unieśmiertelni, kosmetyki i kawa nie okażą się doskonałe na miarę ceny, a klienci nie przybędą - odpowiadali, że to niemożliwe. Wierzą w to co mówią. Są wielopoziomowo lub - jeśli wolicie - piramidalnie zaprogramowani. Czekają kolejnych etapów wtajemniczenia, prowizji i czarnych mercedesów. Panowie! Życzę Wam tego z całego serca. Jeśli natomiast chodzi o mnie to pozwólcie mi być zwykłym człowiekiem, który nie goni za życiem wiecznym, za doskonałością i za pieniędzmi. I proszę też - nie dzwońcie i nie przychodźcie w sprawach "biznesowych". Chce być po prostu Waszym kolegą!

wtorek, 3 czerwca 2014

Kredki z GS-u i antypody

Mam 32 lata. Z pierwszych dziesięciu pamiętam sad dziadka, kredki z GS-u i niewiele więcej. Trzy i pół miesiąca zanim wyskoczyłem mamie z brzucha, Jaruzel wprowadził w Polsce stan wojenny. Zawiesił go, kiedy miałem 9 miesięcy, a odwołał zanim skończyłem 18. Teraz umarł, mają go pochować... i wszystko mi jedno gdzie! 4 czerwca 1989 roku odbyły się pierwsze częściowo wolne wybory. Zmieniły wiele. Wyprowadzono sztandar, moi rodzice - choć mogli - nie musieli już jeździć do wschodniego Berlina na handel, zniesiono kartki na mięso. Zdać by się mogło, że ważnych rzeczy nie zapamiętałem.
Po 25 latach od tych wyborów - w Radzyniu, gdzie zdaniem wielu komuna wciąż trwa, ale sami już nie wiedzą, czy to dobrze, czy źle - pewien młodzian postanowił rzucić wszystko i wyjechać. I to nie do byle Lądku Zdroju, czy Menczesteru, a do Sydney w Australii!
Ambitny dwudziestolatek, po maturze przepracował rok w firmie reklamowej i poczuł niemoc bycia. Zbrzydła mu polityka, zechciał poznać ludzi, świat, postudiować trochę, a trochę opalić blade pośladki i poserfować. Zrobił cacko stronkę internetową, a teraz szuka pomocy w znalezieniu pracy i miejsca na studiach - na antypodach - 14.000 kilometrów stąd. Udziela wywiadów, grzeje paszport, liczy dolary. Jednym słowem - robi co chce. Ale najlepsze będzie teraz. Wiecie co zamierza zrobić jak mu się coś po drodze nie uda? Zamierza wrócić do Polski!
Do kraju gdzie w rodzinnym mieście ma pracę, przyjaciół i ze swoim nastawieniem - pewną przyszłość. Do Polski gdzie za studia nie musi płacić ekstra, gdzie może bluzgać na Rząd i Prezydenta, albo wcale nie iść na wybory. To jest sukces minionych 25 lat. I to właśnie warto zapamiętać! 
A na koniec muzyczna dedykacja dla Marcina - "Tutaj jestem" i Grzegorz Turnau - posłuchaj młody pókiś jeszcze w Polsce. Państwo też posłuchajcie!

wtorek, 13 maja 2014

Perła w biomasie

Wiele się w naszym miasteczku wydaje publikacji, ale tylko niewielką ich część warto czytać. Tygodniki, kwartalnik, roczniki, księgi grube i cienkie tomiki, tomy, albumy i wydawnictwa okolicznościowe. Więcej autorów niż czytelników. I nagle w całej tej celulozowej biomasie perła - ostatni numer "Bezmyślnika" z radzyńskiego pierwszego LO.
Czegoś tak prawdziwego, ciekawego i - paradoksalnie - żywego nie widziałem już dawno. Seria wywiadów, w których młodzi spotykają starszych, poświęcają czas, którego mają dziś tak mało i słuchają. Słuchają o przedwojennym, wojennym i powojennym Radzyniu, pokoleniu swych pradziadków, a w gruncie rzeczy - o sobie! Dowiadują się o skąpych i przebiegłych Żydach, Rosjanach gwałcących Polki i złych, acz szlachetnych Niemcach.

czwartek, 24 kwietnia 2014

Tramwaj do raju


Za rzadko zwalniam i pozwalam sprawom biec. Za rzadko siadam, przyglądam się im, myślę i odpoczywam. Efekty przyszły, powiedziały 'Hola!' i wysłały na dwa tygodnie na urlop... do radzyńskiego szpitala!
Oddział pulmonologiczny jest gościnny, a ja - weteran współdziałania z seniorami - czułem się tam jak za czasów tworzenia filmu 'Dziadki-dziatkom. Pamiętnik ze Starego Radzynia'. Średnia wieku 79 lat i ja jeden o połowę młodszy.
 Leżałem więc, zdrowiałem i wreszcie miałem czas na przemyślenia. 
Przez otwarte drzwi, nad którymi wisiał opłacony a nieoglądany telewizor, oglądaliśmy przemykające raz w lewo, raz w prawo, radzyńskie pielęgniarki. Pacjenci mogli leżeć spokojnie - one musiały mknąć w pośpiechu i to niezależnie od pory. Mój szacunek do ich zawodu, choć nigdy nie był mały, teraz wzrósł jeszcze.