czwartek, 28 sierpnia 2014

Tęsknię za Tobą, Żydzie!

Do Radzynia przyjechało "Muzeum na kółkach", opowiadające w skrócie o kilkusetletniej historii polskich Żydów, naszych sąsiadów. Odwiedziło już Kraków, Kazimierz Dolny, a całkiem niedawno Kock. Od środy (27.08) na dziedzińcu pałacu Potockich w Radzyniu można do niego zajrzeć, a dodatkowo obejrzeć kilka filmów o tematyce żydowskiej, podegustować żydowskich potraw, wysłuchać koncertu, czy przeczytać okolicznościowy folder o radzyńskich Żydach. Po co to wszystko, zapytacie? Po co wspólnie z Jolą Bilską z ZSP zaprosiliśmy do Radzynia ten projekt? Z ciekawości!
Ciekawe jak wyglądał nasz mały Radzyń w piątkowy wieczór sierpnia 1936 roku. Jakimi dźwiękami rozbrzmiewał, jak pachniał? Ciekawe jak to było mijać na ulicy sąsiada, słysząc, że mówi w zupełnie innym języku, a wcale nie pochodzi z zagranicy?
W tytule dzisiejszego tekstu zacytowałem Rafała Betlejewskiego i jego głośną akcję "Tęsknię za Tobą, Żydzie!". Teraz czas zacytować go ponownie. "Dla Polaków synonimem słowa 'Zagłada' powinno być słowo 'Utrata'" Ponad 70 lat temu w ponurym wirze historii straciliśmy naszych sąsiadów, z którymi, lepiej czy gorzej, żyliśmy przez wieki. Dziś szansy na odmianę tej sytuacji nie ma żadnej. Sąsiedzi nie wrócą. Wciąż jednak mamy szansę na poznanie ich kultury i przekonanie się, że współistnienie było ciekawe. Przekonanie się jak wiele znaków po nich istnieje, choć nie zawsze mamy tego świadomość.

czwartek, 21 sierpnia 2014

Wisznicka lekcja

Wernisaż "Krajowej 63-ki"
w Wisznicach.
Na początku sierpnia, wspólnie z grupą zaprzyjaźnionych artystów, otworzyliśmy kolejną odsłonę naszej wystawy malarstwa pt. "Krajowa 63- ka". Tym razem pojechaliśmy do Wisznic, gdzie na zaproszenie wójta - Piotra Dragana - zainstalowaliśmy się w Centrum Kultury Chrześcijańskiej. Malowniczy stary kościółek na wzgórzu w samym centrum miejscowości. Jeszcze 5 lat temu był zniszczonym, nieużywanym zabytkiem, na który szukano pomysłu. I znaleziono... a wraz z nim blisko milion złotych na remont.
Niestety jest to drugie, po Gminnym, Centrum Kultury w Wisznicach, więc i jego rola w miejscowości zepchnięta jest na drugi plan. Wydarzenia odbywają się w nim okazjonalnie - raz na kilka, kilkanaście tygodni. Efekt? Wilgoć w budynku spowodowała poważne uszkodzenia podłogi, którą po 5 latach od oddania trzeba zapewne wymienić. Być może tak poważna degradacja wynika też z innych powodów związanych z projektem i wykonaniem remontu? Tego nie wiem.
Wiem natomiast jedno. I tego nauczyła mnie wizyta w tym pięknym miejscu w Wisznicach. Pomysł i pieniądze to nie wszystko, aby tak duże przedsięwzięcie trwało, cieszyło i przynosiło korzyści. Potrzeba jeszcze ludzi, którzy wypełnią takie miejsce, którzy uznają je za ważne i potrzebne.
W Radzyniu Podlaskim stoi pałac Potockich równie pusty, zniszczony i proszący o pomysł i pieniądze, co kościół w Wisznicach przed laty. Same pomysły, nawet najlepsze, nie wystarczą. Muzea, hotele, galerie nie udadzą się nie tylko bez pieniędzy, na których brak łatwo złorzeczyć. Równie ważna jest społeczna akceptacja dla pomysłu i zaangażowanie ludzi, którzy przyjdą i pomogą, kiedy będzie tego potrzeba. Albo zaprzęgną konie i zaorają, jak już dach się zapadnie, a na dziedzińcu wyrosną pokrzywy.

sobota, 16 sierpnia 2014

Ramole - zmartwychwstanie!

Chciałem, żeby tytuł zabrzmiał filmowo. Rodem z kina amerykańskiego. Udało się?
Wielu Radzynian tak właśnie kojarzy "Ramole" i jest to skojarzenie nader trafne. W latach 2008-2012, pod tym dziwacznym hasłem, w każdy trzeci tydzień sierpnia odbywały się w plenerach radzyńskiego pałacu Potockich przeglądy starego kina. Jakiś znawca tematów filmowych powiedział mi kiedyś, że musimy zmienić tę nazwę, aby wydarzenie miało szansę wydostać się na szersze wody. Na początku myślałem, że ma rację i tak właśnie należy zrobić. Później jednak uświadomiłem sobie, że "Ramole" od samego początku były po prostu dobrą zabawą - dla nas, naszych przyjaciół i mieszkańców Radzynia. Nazwa została. Przy pierwszych edycjach cieszyliśmy się, kiedy na pokazy przychodziło 20 osób. Później na seansach zdarzało się nawet po 50 widzów a finały, na których prezentowaliśmy efekty filmowych warsztatów dla młodzieży, gromadziły po 100 i więcej osób. 
Po rocznej przerwie "Ramole" wracają! Będą filmy z początków Hollywood, nowe - klimatyczne miejsca pokazów przy pałacu Potockich, gadżety, konkursy, dobra kawa, herbata i ciasto. Tak jak przy poprzednich edycjach trzeba pamiętać o kocu lub krześle, bo filmy wyświetlamy pod chmurką i na zielonej trawce. Zatem wszyscy, którzy koniec sierpnia (18-24.08) spędzają w Radzyniu - spotykają się codziennie o 20.00 na pokazach filmów. Dzieje się! Nie mówcie, że nic się nie dzieje!

piątek, 8 sierpnia 2014

Moc działania!

Kilka tygodni temu wystartowały działania tegorocznej edycji "Działaj Lokalnie". Program grantowy się rozwija. Chętni otrzymali łącznie ponad 29 tysięcy złotych na realizację pomysłów. Będą trzy wyjątkowe numery licealnego "Bezmyślnika", szkółka łucznicza, wystawa nierasowych psów, turnieje gier, pikniki i warsztaty. O wielu z nich z pewnością przeczytają Państwo na łamach "Wspólnoty".
To co jednak warto podkreślić, to szansa jaką dla ludzi w naszym miasteczku jest taki, z pozoru błahy, konkurs. Pieniądze na jego sfinansowanie wyłożyli aż w 1/3 lokalni darczyńcy, którzy wierzą, że kiedy ludzie coś wspólnie robią - żyje im się lepiej, są dla siebie milsi, bardziej sobie ufają. Wierzą też, że będąc partnerem w Działaj Lokalnie, przekonają mieszkańców, którzy z konkursu skorzystają do zostania ich partnerami.
Bo czy nie warto, wiedząc, że dana firma pomaga ludziom, a nie myśli tylko o własnym interesie, zrobić zakupy właśnie tam? Materiały budowlane w "Termo-Domu", farby w "Farbeksie", fajne ubrania w "Fanaberii". Dobre konto zakładamy w "Banku Spółdzielczym", internet w "Media-Systemie", prawo jazdy robimy u "Zielanta" a leczyć kota lub psa idziemy do "Hau-Miau".
W taki sposób lokalna gospodarka ma się dobrze, środki płyną w zamkniętym obiegu. Jeśli oczekujemy pomocy, a zakupy robimy u Chińczyka, to prędzej czy później ostatni zgasi w Radzyniu światło... i będzie to pewnie Chińczyk.
A tymczasem do wzięcia kolejne dotacje. Do 15 sierpnia można złożyć wniosek o 5 tysięcy na realizację pomysłu w ramach programu FIO Lubelskie Lokalnie. Wystarczy wygooglać i będziecie wiedzieć więcej. Żeby się nam tylko robić coś więcej chciało tak bardzo jak się nie chce, co?

niedziela, 3 sierpnia 2014

Błąd łączenia z bazą danych

www.radzyninfo.pl
[stan z 31.08.2014]
Od dawna przymierzałem się do tego tematu, ale z przyczyn przeróżnych go nie podejmowałem. Czasem z szacunku dla pewnych osób, kiedy indziej z litości. Czasami wystarczyło, że policzyłem do dziesięciu i chęć przechodziła. Jaki to temat? Strona internetowa - radzyninfo.pl. Jest taka w Radzyniu, albo raczej była. I pisać o niej trzeba, bo ona i całe wokół niej towarzystwo przeżywa impas - błąd łączenia z bazą danych.
Przyznam się, że tym razem też liczyłem do dziesięciu, ale nie pomogło. Przeważyła chęć podkreślenia tego, że o dużej imprezie rekonstrukcyjnej "Radzyń! Do broni!", firmowanej przez Powiat, nie było na stronie ani słowa. Pojawił się za to tekst wspominający św. Joachima i Annę. Nie mam zupełnie nic do świętych i odpustu w parafii św. Anny, który odbywał się 26 lipca. Dokładnie taki sam odbywa się co roku. Targi militarne odbywały się za to po raz drugi i Powiat (w którego radzie zasiada jeden z głównych wydawców radzyninfo - prezes RASIL - Józef Korulczyk) próbują stworzyć coś nowego. Radzyninfo, RASIL i Korulczyk nie pomagają jednak, bo pomoc im nie w smak - choć z powiatowych dotacji RASIL ochoczo korzysta.
Powiecie, że nie wypada kopać leżącego. Zgoda! Umówmy się więc, że strona padła na kolana. Co więcej, myślę, że wkrótce z nich wstanie. Radzyńscy konserwatywni socjaliści (i wszystkie klony spod tej gwiazdy) na 3 miesiące przed wyborami nie zostaną bez wyborczej tuby. Wierzą mocno, że kto ma "radzyninfo", ten zdobędzie władzę. Osobiście nie sądzę, że na potencjalne zwycięstwo przełoży się właśnie to. Szczególnie po tej wizerunkowej wpadce. Może więc warto wskrzesić "Radzyń", znaczy podać "radzyninfo" drukiem?

czwartek, 31 lipca 2014

O Jeżu!

Nowy herb Radzynia
(mój postulat)
Radzyń jeżami stoi! I niech mi ktoś powie, że niedźwiedziami. Niby w herbie biały niedźwiedź, ale dlaczego biały? Tego pewnie sam Sobieski nie wiedział wydając przywilej na podstawie którego opracowano współczesny herb. Czy wyjazd w okolice Radzynia kojarzył mu się z wyjazdem na białe niedźwiedzie?
Postuluję zmianę niedźwiedzia na jeża i mam za tym co najmniej trzy argumenty. 
Pierwszy. Jeże są w Radzyniu i jest ich bardzo dużo. Niedźwiedzia nikt trzeźwy nigdy nie widział. Jeżyki natomiast wieczorami tuptają wzdłuż i w poprzek ulic. Kilka razy nawet ratowałem lekkomyślne osobniki, brawurowo wkraczając na ulicę pod nadjeżdżające auto. Z tego miejsca dziękuję wszystkim kierowcom, którzy prowadzą pojazdy na tyle wolno, aby zachować populację radzyńskich jeży w nienaruszonej liczbie.
Drugi. Z grubsza rok temu w dołku pod pałacem Potockich ktoś usypał kupkę kamieni na kształt niedźwiedzia. W jednym dołku niedźwiedź miejski - w drugim powiatowy. Potem niedźwiadki (szczególnie pierwszy) zaczęły żyć własnym życiem. Dziś, zdaniem jednych, przypomina on chmurę. Zdaniem innych jest kłębkiem wełny. Nieżyczliwi mówią, że wygląda jak białe g.... Moim zdaniem przypomina jeża-albinosa. Jednym słowem obserwujemy naturalny proces ujeżowienia naszego miasta. Wielce prawdopodobne jest, że to właśnie jeże dokonały stosownych zmian w ułożeniu kupki kamieni pod pałacem.
Wreszcie argument trzeci. Wybory! Jesienią wybierzemy burmistrza. Wiele wskazuje na to, że jeden z kandydatów będzie Jerzem właśnie. Co prawda dwukrotnie dotychczas przegrywał, ale gdyby tak postawił na słodkość, a nie na konfrontację? Przecież jeże są takie słodkie!

czwartek, 24 lipca 2014

FMONANESS, czyli trzy razy to samo

Multipoziomowa piramida korzyści,
czyli cała prawda o "biznesach"
To będzie felieton bez nazwisk i bez nazw. Mają się Państwo domyślić albo nie dowiedzieć wcale. Ale proszę Was - zachowajcie czujność. "Okazja" nie śpi! 
W przeciągu ostatniego półrocza zadzwoniło do mnie lub odwiedziło trzech kolegów. Ja znam ich trzech, oni siebie nie. Każdy przyszedł osobno i niby w innej sprawie, ale każdy był tak samo tajemniczy, a spotkanie z nimi przeradzało się w podobną sytuację. Każdy przyszedł mi pomóc - zarobić więcej, rozkręcić biznes lub go poprawić. Pierwsza firma chciała mi sprzedać syrop - cudowny syrop! Druga produkty wszelkie, ale w ekskluzywnej jakości i cenie. Trzecia chciała mi sprowadzić tabuny nowych klientów jeśli zainwestuję jedyne 10.000 złotych! Wszyscy na swych internetowych profilach chwalą się zdjęciami ze szkoleń, wizyt w hotelach i restauracjach. Widziałem też zdjęcia przy drogich samochodach. Taka nadzieja na lepsze życie.
Na moje pytania - co jeśli syrop mnie nie unieśmiertelni, kosmetyki i kawa nie okażą się doskonałe na miarę ceny, a klienci nie przybędą - odpowiadali, że to niemożliwe. Wierzą w to co mówią. Są wielopoziomowo lub - jeśli wolicie - piramidalnie zaprogramowani. Czekają kolejnych etapów wtajemniczenia, prowizji i czarnych mercedesów. Panowie! Życzę Wam tego z całego serca. Jeśli natomiast chodzi o mnie to pozwólcie mi być zwykłym człowiekiem, który nie goni za życiem wiecznym, za doskonałością i za pieniędzmi. I proszę też - nie dzwońcie i nie przychodźcie w sprawach "biznesowych". Chce być po prostu Waszym kolegą!

piątek, 18 lipca 2014

Pocztówka z Milanowa

Dwór w Milanowie
Parę miesięcy temu przyjąłem zaproszenie na warsztaty malarsko-fotograficzne do pobliskiego Milanowa. Tym chętniej się zgodziłem, że zaproszenie podwójne (a w zasadzie potrójne), a zapraszająca - Jadwiga Ogłozińska - animatorka kultury z Parczewa to dusza człowiek. Takim ludziom się nie odmawia. Z takimi osobami współpraca to czystej wody przyjemność.
Pretekstem do tego felietonu jest bliskość w jakiej Milanów się znajduje i jego urok, a zarazem fakt, że jest nam w powiecie radzyńskim prawie w ogóle nieznany. Podobnie ludzie - animatorzy kultury, malarze i fotograficy. Tylko 25 kilometrów dalej, na rejestracjach samochodów zmienia się jedna litera i to tylko o jedną kreskę - zamiast LRA czytamy LPA, a ludzie już całkiem nowi i nieznani. W jednej chwili okazuje się jak wiele ciekawego nam ucieka, kiedy tak mocno skupiamy się na tym co u nas i wokół nas.
Postępując schematycznie pomyślimy - Milanów, tak blisko, co ciekawego może nas tam spotkać? Warto jednak sprawdzić i przekonać się jak uroczy park znajdziemy przy szkole i w jak malowniczym dworze się ona mieści. Warto przespacerować się uliczkami i obejrzeć drewniane chałupy - piękne i znikające bezpowrotnie z podlaskiego krajobrazu. Warto wsłuchać się w mowę ludzi, popatrzeć na ich życie.
Takich zachwytów mamy wokół siebie mnóstwo i w błędzie żyją ci, dla których synonimem wypoczynku jest wyjazd do Zakopanego albo do Łeby. Tam tylko czekają, żeby ich obedrzeć z grosza, wyprać poszewki, niedbale umyć widelce i przyjąć następnych letników. A wiecie jak wybornie smakują obiady gotowane przez kucharki z Milanowa?!

czwartek, 17 lipca 2014

Cud przy Ostrowieckiej

Tę ławeczkę spod Radzynia
znają i kochają w całej Polsce
Pojawiły się pewnego dnia, jakby zrzucone z kosmosu - dwie ławeczki w przejściu pomiędzy Ostrowiecką a Warszawską, przy pomniku Konstytucji 3-go Maja. Takie wydarzenie, a przemknęło niezauważone. Zero radia, zero prasy i telewizji, zero internetowych portali. Czy nikt nie widzi jak znaczącym w dziejach miasta jest to wydarzenie, jakie może nieść skutki?
Przedtem ławeczka była jedynie ozdobnikiem miejskich projektów re- i witalizacyjnych. Większym - jak na Placu Wolności, w którego obrębie ławek zatrzęsienie. Czasem wieczorami widać jak młodzież (chyba z nudów) buduje z ławek przeróżne instalacje. Przenosi, układa, konstruuje i dekonstruuje. Mniejszym ozdobnikiem ławki są przy rzece, czyli Bulwarze nad Białką. Tam - zamiast stać w kierunku przyrody, wody i kaczek - stoją "twarzą" do ścieżki. Siadamy więc i podziwiamy jaką to mamy piękną ścieżkę.
W innych przypadkach ławki są zupełnie mało ważne. Są reliktem minionej epoki, tak wyglądają i tak są traktowane - na grobli paradnej (dobrze, że wydobyto je spośród chaszczy), w parku, koło nieistniejącego kiosku przy kościele św. Trójcy, przy przystankach i pewnie w paru innych miejscach.
I nagle na świat starych, brzydkich i nielicznych ławek oraz ławek nowobogackich i projektowych, zstąpiły dwie ławeczki. W miejsce, które o ławeczki prosiło od lat. Rok wyborczy? Wniosek żulików spod Luxu, którzy dość już mieli wąskiego gzymsu przy oknie? A może ktoś władny po prostu popatrzył, pomyślał i wydał ten tysiąc ku radości mieszkańców? Może nawet zapytał mieszkańców gdzie by chcieli i postawił gdzie wskazali? Normalnie cud przy Ostrowieckiej!

czwartek, 3 lipca 2014

Muay thai i lekcje plastyki

Każdy ma czasami ochotę na przeżycie zwariowanej przygody. Jedni skaczą ze spadochronem, inni na gumowej linie. Słyszy się też o nielegalnych wyścigach, szybkich motocyklach, szybowcach i quadach. Innym razem o strzelaniu, ustawkach w lesie, muay thai czy wkładaniu palców w oczy.
Ja prawie rok temu postanowiłem sprawdzić się jako nauczyciel plastyki w podstawówce. Sprawdzić czy nadaję się do tego, do czego upoważnia mnie kurzący się od lat w meblu dyplom. Dziś - u kresu tej przygody - wiem, że porównanie do muay thai to żadna przesada. Nie dowie się ten, kto nie spróbował... uczyć w szkole!
Radzyńska "dwójka" to miejsce gościnne i przepełnione uśmiechem. Uczniowie witają od progu. Czasem nawet powiedzą "dzień dobry" jeszcze przed szkołą! W pracowni plastycznej młodzież czuje się swobodnie. Czasem zbyt swobodnie, ale nikomu to nie przeszkadza. W końcu gdzie ma być luz jak nie na plastyce, w świecie wyobraźni, otwartości i braku ograniczeń?
Ma ten medal jednak i swą drugą stronę. Jedni uczniowie swobodę wykorzystali - powstały wspaniałe prace, każda inna od pozostałych, co wskazuje na przestrzeń jaką dawał nauczyciel. Z tego jestem dumny najbardziej! Inni uczniowie w ramach danej swobody próbowali niestety wejść na głowę i tylko kosza na śmieci zapominali. Jednym i drugim dziękuję - wiem już z czym to się je!
Właśnie dlatego na koniec najgłębiej pragnę pokłonić się nauczycielom i innym pracownikom "dwójki". Nauczyli mnie, że aby być dobrym pedagogiem, trzeba się temu poświęcić, oddać na dłoni część siebie i nie oczekiwać nic w zamian. Za to właśnie podziwiam tych, którzy biorą na siebie trud wykształcenia pokolenia, które nas zastąpi. Do zobaczenia na ulicach Radzynia! Na swoje miejsce w plastycznej pracowni wraca Wojtek, a dla mnie czas na nową przygodę. Czy w Radzyniu działa jakaś sekcja muay thai?

(Muay Thai, tzw. boks tajski - sztuka walki, w której stosuje się ciosy kolanami i łokciami, pochodząca z Tajlandii)

środa, 25 czerwca 2014

Miasto na dwóch kółkach

Sezon letni w pełni i wystarczy wyściubić nos na zewnątrz aby dostrzec, jak wiele osób zamieniło dwie nogi na dwa kółka (i nie myślę tu o inwalidzkich wózkach) albo - jeszcze lepiej - cztery kółka na dwa. Na rowerach śmigają dzieci, młodzież i starsi. Pod szkołami w niektóre dni brakowało miejsc. Jeżdżą biedni i bogaci - na starych wigrusach i nowiuśkich pachnących rowerach miejskich. Chłopcy skaczą na beemiksach, a hipsterki z gracją przemierzają ulice na pastelowych damkach.
Prawdopodobnie widziano nawet jednego radnego jak jechał rowerem - znaczy jeździć umie! Na własne oczy widziałem na rowerze radzyńskiego starostę.
Nie chcę - choć się narzuca - mówić tu o korzyściach dla zdrowia, jakie z jazdy na bicyklu płyną. Skupię się na korzyściach społecznych, bo tych doświadczamy dużo szybciej i to one mogą zachęcić do skorzystania z roweru pozostałych.
Jedziesz rowerem, wiatr smaga policzki i ramiona, a na chodnikach mijasz sąsiadów i znajomych. Niby jadąc samochodem też ich mijasz, ale sytuacja w aucie przypomina sytuację żaby w kartonie po butach. Ze środka widać troszkę - zależy ile dziur na powietrze. Z zewnątrz nic, chyba że uchylisz wieko.
Z roweru możesz się uśmiechnąć, machnąć na powitanie, krzyknąć "dzień dobry!" - jesteś z ludźmi. Niby nic, a robisz tak dużo. Najłatwiej to zauważyć na radzyńskiej rowerowej ścieżce - zwanej bulwarem nad Białką. Chcecie się dowiedzieć o co chodzi? Wyciągnijcie rower z piwnicy, pożyczcie od sąsiada i w drogę. Może spotkacie kogoś, z kim dawno nie rozmawialiście? Jeśli zaś jeździcie to pewnie dobrze wiecie o czym tu wypisuję - może nawet nie tracicie czasu na czytanie tego tekstu?

piątek, 20 czerwca 2014

Piknik sąsiedzki

Marek (pierwszy z prawej) siedzi
pod drzewem i ma już pierwsze
osoby do współpracy!
Już w najbliższą niedzielę Marek Topyła po raz drugi zorganizuje w Radzyniu Noc Świętojańską nad Białką. Patrzę na inicjatywę, na Marka który trochę z cienia, z tylnego siedzenia, nią zarządza. Chwilę się zastanawiam i dochodzę do wniosku, że go podziwiam. Wysiłku kosztuje to sporo, efekt - choćby ze względu na pogodę - niepewny, większego wsparcia brak, oczekiwania mieszkańców - z różnych względów - wygórowane. A on mimo wszystko siada w cieniu, pod drzewkiem i zaprasza wszystkich, którzy chcą - do współpracy.
Powoli, leniwie, z doskoku, w pośpiechu, spóźnieni - zaczynają się schodzić. Impreza zaczyna nabierać kształtu. Wizja jest jednak otwarta, formuła imprezy pojemna. Zmieści się w niej jeszcze wszystko i wszyscy. Taki piknik sąsiedzki do którego możesz dołączyć nawet w ostatniej chwili - bierzesz tylko z domu pajdę chleba, parówkę, słoik musztardy i koc. Przychodzisz pod pałac - siadasz na trawie. Rzeką spływają kajakarze, ze sceny płyną dźwięki muzyki radzyńskich kapel. Na grobli paradnej poustawiane kolorowe kramiki kuszą okazjami - bransoletki, kolczyki, plastikowe noże, cukrowa wata. Żaglówka uwięziona na stawiku kręci się w kółko.
Nie mogę wyjść z podziwu, że wystarczy do kilku znajomych parę razy machnąć ręką w zapraszającym geście, zrobić krótką burzę mózgów, umówić się na niedzielne popołudnie i wychodzą z tego takie fajne rzeczy! A może to właśnie proste i tak powinno być? Tak czy siak wypada podziękować Markowi, że chce mu się siadać pod tym drzewkiem i wołać. Dzięki Marku!

wtorek, 10 czerwca 2014

Już za 4 lata Polska mistrzem świata!

Za dwa dni ruszają XX Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej. Gospodarzem będzie Brazylia. W 1950 roku, kiedy też grano u nich, okazali się gościnni. Przegrali w finale, choć w historii futbolu są drużyną zdecydowanie najmocniejszą.
W Polsce, choć mundial bez naszych, szaleństwo piłkarskie kwitnie. W szkołach młodzież od tygodni wymienia się kartami z wizerunkami piłkarzy. Kart jest mnóstwo - nikt (poza producentem) nie wie właściwie ile. Karty bazowe, Star Player, Expert, Goal Stopper, Top Master. Jedna "limitka" za trzy normalne. 8 zwykłych i jeden Top Master za logo narodowej drużyny, bo to ekstremalnie rzadki kąsek. Teraz drużyna Ghany już w komplecie i z klubowym znaczkiem. Albumy i pliki kart spięte gumkami puchną. Portfele rodziców i kieszenie uczniów pustoszeją.
Na jednej z przerw przyglądam się chłopakom z 4D. Ten ze skromniejszą kolekcją, spiętą gumką, próbuje namówić drugiego, z grubym albumem, na wymianę. Propozycja nieoczywista - trzy średnie karty za jedną mocną. Bogatszy kolega chwilę się waha, po czym oddaje kartę, ale zaraz chce cofnąć transakcję. - Nie da się! - krzyczy głośno ten biedniejszy. Kilku chłopców popiera jego zdanie. Klamka zapadła!
Pod koniec przerwy jeden z uczniów, widząc moje zainteresowanie, podbiega i wyciąga rękę podając trzy karty. - To dla Pana! - Dla mnie? Nie potrzebujesz? - pytam niepewnie, nie chcąc sprawić przykrości odmawiając prezentu. - Mam podwójne! - słyszę w odpowiedzi. Wziąłem więc i noszę w torbie, ale wciąż się waham, czy zacząć budować nową kolekcję. Pamiętam jak dwie dekady temu zbierałem naklejki z dzikimi zwierzętami. Ciągle mi ich kilku brakuje. Tak szybko się te mody zmieniają... Może ktoś z Państwa chce wymienić piłkarzy na chronione zwierzaki?

wtorek, 3 czerwca 2014

Kredki z GS-u i antypody

Mam 32 lata. Z pierwszych dziesięciu pamiętam sad dziadka, kredki z GS-u i niewiele więcej. Trzy i pół miesiąca zanim wyskoczyłem mamie z brzucha, Jaruzel wprowadził w Polsce stan wojenny. Zawiesił go, kiedy miałem 9 miesięcy, a odwołał zanim skończyłem 18. Teraz umarł, mają go pochować... i wszystko mi jedno gdzie! 4 czerwca 1989 roku odbyły się pierwsze częściowo wolne wybory. Zmieniły wiele. Wyprowadzono sztandar, moi rodzice - choć mogli - nie musieli już jeździć do wschodniego Berlina na handel, zniesiono kartki na mięso. Zdać by się mogło, że ważnych rzeczy nie zapamiętałem.
Po 25 latach od tych wyborów - w Radzyniu, gdzie zdaniem wielu komuna wciąż trwa, ale sami już nie wiedzą, czy to dobrze, czy źle - pewien młodzian postanowił rzucić wszystko i wyjechać. I to nie do byle Lądku Zdroju, czy Menczesteru, a do Sydney w Australii!
Ambitny dwudziestolatek, po maturze przepracował rok w firmie reklamowej i poczuł niemoc bycia. Zbrzydła mu polityka, zechciał poznać ludzi, świat, postudiować trochę, a trochę opalić blade pośladki i poserfować. Zrobił cacko stronkę internetową, a teraz szuka pomocy w znalezieniu pracy i miejsca na studiach - na antypodach - 14.000 kilometrów stąd. Udziela wywiadów, grzeje paszport, liczy dolary. Jednym słowem - robi co chce. Ale najlepsze będzie teraz. Wiecie co zamierza zrobić jak mu się coś po drodze nie uda? Zamierza wrócić do Polski!
Do kraju gdzie w rodzinnym mieście ma pracę, przyjaciół i ze swoim nastawieniem - pewną przyszłość. Do Polski gdzie za studia nie musi płacić ekstra, gdzie może bluzgać na Rząd i Prezydenta, albo wcale nie iść na wybory. To jest sukces minionych 25 lat. I to właśnie warto zapamiętać! 
A na koniec muzyczna dedykacja dla Marcina - "Tutaj jestem" i Grzegorz Turnau - posłuchaj młody pókiś jeszcze w Polsce. Państwo też posłuchajcie!

wtorek, 27 maja 2014

Cyrk we wsi

klaun Rocco pozdrawia dzieci
Cyrk zajechał do wsi, najął plac przy sklepie, rozkleił afisze, ulgowymi kuponami obdarował tubylców. - Tatej! Tatej! Małpy przywieźli, słonia i klauna! Pójdziemy na małpy? Fikołki robią i chodzą w sukienkach - ucieszyła się córka Domańskich. Ojciec podrapał się w głowę i pożałował złotówek, ale tylko przez chwilę. Tylko przez krótką chwilę myślał o słoniu, który stania na jednej nodze uczony jest za pomocą paralizatora; o lamach, które chodzić równo uczą się bite do krwi; o lwie, któremu wyrywa się zęby i pazury, żeby przed publiką, co wywala na wierzch gały i jęzory, udawać bohatera wkładając mu głowę do paszczy. Ţylko klaun Rocco - mistrz dowcipu - nie zbiera batów i lubi wypić kolorowej wódki, ale od lat śpi w przyczepie na przykrótkim, przepoconym łóżku.

wtorek, 20 maja 2014

Prosty wybór

Kadr z filmu "Powstanie Warszawskie"
Obejrzałem "Powstanie Warszawskie", film powstały na bazie oryginalnych powstańczych kronik. Spośród 9 godzin czarno-białych, niemych filmów, dokumentujących życie Warszawy, w której odradza się duch wolności, wybrano 76 minut i zmontowano je w niespotykane widowisko. Film pokolorowano, udźwiękowiono, dodano fabułę opartą na przeżyciach dwóch braci, operatorów kamer. Obrazy porywają i wzruszają. Aż trudno obejrzeć to w całości, nie zapominając, że to wszystko prawda - żarty w kolejce po zupę, rumieńce pięknych łączniczek, dziesiątki zabitych, ranni, samotne dzieci i błąkające się zwierzęta. W XXI wieku naturalnym wydaje się, że musi to być produkt filmowej wytwórni, że zaraz ktoś krzyknie "cięcie!", ranni wstaną, ktoś pozamiata kurz, reżyser podziękuje za wysiłek. A tu nic podobnego. Nawet happy endu nie było!

wtorek, 13 maja 2014

Perła w biomasie

Wiele się w naszym miasteczku wydaje publikacji, ale tylko niewielką ich część warto czytać. Tygodniki, kwartalnik, roczniki, księgi grube i cienkie tomiki, tomy, albumy i wydawnictwa okolicznościowe. Więcej autorów niż czytelników. I nagle w całej tej celulozowej biomasie perła - ostatni numer "Bezmyślnika" z radzyńskiego pierwszego LO.
Czegoś tak prawdziwego, ciekawego i - paradoksalnie - żywego nie widziałem już dawno. Seria wywiadów, w których młodzi spotykają starszych, poświęcają czas, którego mają dziś tak mało i słuchają. Słuchają o przedwojennym, wojennym i powojennym Radzyniu, pokoleniu swych pradziadków, a w gruncie rzeczy - o sobie! Dowiadują się o skąpych i przebiegłych Żydach, Rosjanach gwałcących Polki i złych, acz szlachetnych Niemcach.

piątek, 9 maja 2014

Sezon grillowy rozpoczęty

Bulwar nad Białką o poranku powitał mnie widokiem kosmicznym! Ktoś skorzystał z wczorajszego pogodnego wieczoru i mocnym akordem wszedł w sezon grillowy. Gruba musiała być impreza, bo zużyto sporo plastikowych tacek, misek, kubków i sztućców. I bezalkoholowa, bo razem z tackami i niedojedzoną kapustą, walały się tylko butelki po gazowanych napojach. Żadnych puszek, czy butelek...

środa, 7 maja 2014

Kata-strofy i ludzie z ciasta

2 maja w ramach od lat organizowanego przez Molasa "Ro(c)kowiska" miał wystąpić zespół Kat - faceci z długimi włosami w czarnych ubraniach, którzy czasem coś śpiewają, a czasem ryczą niezrozumiałe słowa i do tego bardzo się pocą. Miał, bo koncert odwołano! 
Historyczny plakat, biały kruk.
Już po zaklejeniu logo KATa,
jeszcze przed wklejeniem
logo zastępcy.
Ktoś w internecie zacytował o czym oni ryczą i się zaczęło. W roku wyborczym władze wsłuchują się czujnie w jęki i stęki lokalnej społeczności. Tym razem musiała jednak jęczeć odpowiednia osoba, bo jęk cichy, włodarze zasadniczo na takie sapanie odporni, a tu skuteczność natychmiastowa i stuprocentowa.
Pamiętam jak na plenerze artystycznym w liceum kolega dla żartu serwował nam pobudki włączając kasety Kata. Budziliśmy się ze śmiechem, bo z głośnika płynął niezrozumiały ryk, ktoś rzucał w kolegę butem, Kat milknął. Dziś kolega ma dwoje dzieci, kasety kurzą się w szufladzie, a jego młodszy brat - może pod wpływem tych kaset - poszedł do seminarium i został księdzem. Rogi nikomu nie wyrosły, dzieci zdrowe.

czwartek, 24 kwietnia 2014

Tramwaj do raju


Za rzadko zwalniam i pozwalam sprawom biec. Za rzadko siadam, przyglądam się im, myślę i odpoczywam. Efekty przyszły, powiedziały 'Hola!' i wysłały na dwa tygodnie na urlop... do radzyńskiego szpitala!
Oddział pulmonologiczny jest gościnny, a ja - weteran współdziałania z seniorami - czułem się tam jak za czasów tworzenia filmu 'Dziadki-dziatkom. Pamiętnik ze Starego Radzynia'. Średnia wieku 79 lat i ja jeden o połowę młodszy.
 Leżałem więc, zdrowiałem i wreszcie miałem czas na przemyślenia. 
Przez otwarte drzwi, nad którymi wisiał opłacony a nieoglądany telewizor, oglądaliśmy przemykające raz w lewo, raz w prawo, radzyńskie pielęgniarki. Pacjenci mogli leżeć spokojnie - one musiały mknąć w pośpiechu i to niezależnie od pory. Mój szacunek do ich zawodu, choć nigdy nie był mały, teraz wzrósł jeszcze.